niecertyfikowane  
drogi do  
zbawienia  



Kilka uwag o medytacji


Poniżej tekst powstały ze scalenia kilku postów na jedną z ezoterycznych grup dyskusyjnych. Autor stara się opisać ‘medytację właściwą’ – coś do czego należy (można? trzeba? to stanie się samo? ;p) dążyć. Zaznacza się, że oprócz tego co nieskromnie nazywam ‘medytacją właściwą’ jest też masa innych medytacji – i wiele z nich ma konkretne (i czasem potrzebne) zastosowania.


Wiele szkół ezoteryki (z resztą w Kościele Rzymsko Katolickim jest podobnie - np. medytacje nad biblią) sprowadza medytacje do koncentracji. Słówko "koncentracja" może być różnie rozumiane ale najczęściej chodzi o bajkę pt. "świadomy wysiłek na skupieniu uwagi na pojedynczym obiekcie".

Temat jest bardzo podstawowy (i dlatego ośmielam się zabierać tu głos). Chciałbym zauważyć że "docelowa" bajka (stan podmiotu) to coś co można by nazwać "bezwysiłkową obserwacja" (obserwacja ta nie zawsze jest zawężana do konkretnego obiektu ; na dobrą sprawę okazać się może że nawet nigdy nie powinna – przynajmniej na Ziemi ;p).

Ta bezwysiłkowość jest bardzo ważna. Wydaje mi się że koncentracja może zaprowadzić na pewne hm hm manowce. Wydaje się że z bezwysiłkowością (i kilkoma innymi zjawiskami ją poprzedzającymi/ z nią związanymi) związana jest dość szczególna jakość - nie koniecznie obecna w "medytacji koncentrującej się".

Oczywiście gdy ktoś nie umie zapanować nad chaosem myśli w głowie to najpierw pewnie wypada nauczyć koncentrować się na jednej. Ale wg. mnie to nawet nie jest początek właściwej zabawy.


~~~~~~~~~~~~


> Aby jednak osiagnac spokojna koncentracje potrzebna jest umiejetnosc
> spokojnego obserwowania mysli - tutaj rowniez nie ma walki. Jest jedynie
> obserwacja i brak zaangazowania.

Będę niedobry i osobiście określę tą kwestię jako dyskusyjną (w sensie że stany podmiotu o jakich mówi powyższy cytat to to o co rzeczywiście chodzi) - przy czym tak jak pisałem - z wygłaszaniem jakichś "mądrości z pretensjami" powstrzymuje się do czasu uzyskania wyników z pewnych badań.

Wydaje się że docelowa bajka to obserwacja nie tyle myśli co samych wrażeń (także tych płynących z wnętrza); bo myśli to często podążanie za wrażeniami - i to już jakoś tam burzy "pustkę" ; w docelowej bajce to nie jest tak że myśli się w ogóle nie pojawiają, posłużę się metaforą "one znikają jeszcze przed tym jak się pojawia" - po prostu nie rozwijają się - nie zdążą się upiec nim rozpraszają się.

Jeśli ktoś dokładnie przeczytał mój poprzedni post pewnie domyśli się że bajka którą próbuje forsować to nie tyle skupienie a raczej "otwarte otwarcie".
Wątek praktycznego zastosowania "skupienia" / "otwartego otwarcia" jest myślę dość ciekawy. Zasadnicze pytanie jest takie: jak dużo może zrobić podmiot w stanie "otwartego otwarcia" i jak się to ma do innych cech podmiotu. Bo oczywiste jest że dla wielu ludzi w ramach czynienia czarów jedyną techniką jest skupienie ; czy można się skutecznie bez tego obejść ? Z centrali serca mówią mi że tak.



~~~~~~~~~~~~


> i tutaj chyba nikt nie medytuje przy głośnej muzyce

Bajka którą uważam za docelową to taki stan podmiotu gdzie jest on otwarty na szczegółowe odbierania _wszystkich_ wrażeń (zewnętrznych i wewnętrznych).

{można powiedzieć że jest to skupienie na wszystkim - choć to trochę wypacza znaczenie słowa skupienie które charakteryzuje się lgnięciem do czegoś konkretnego/wybranego/jednego ; nie można jednak bagatelizować wybranych aspektów skupienia - dokładniej chodzi o świadomą uważność - inaczej nastąpi tzw. rozproszenie}

Nie chodzi o uciekanie od bodźców/świata - ale nie lgnąca (nie podążającą) integrację z całością wrażeń/świata.

Kluczowe jest nie unikanie wrażeń czyli właśnie wystawianie się na nie - docelowo jest to rozciągnięcie stanu podmiotu o którym traktuje moja bajka na całość ciągłości dnia.

Docelowo wszelkie ekstremalne wrażenia normalnie wywołujące gniew, strach, złość {i inne uczucia z którymi podmiot może się utożsamiać - właściwie pozytywne także ;p} są dla podmiotu tylko i wyłącznie samymi wrażeniami które świadomie obserwuje ; reakcja na te wrażenia (wybrane myśli to właśnie podążanie za bodźcami/wrażeniami) "rozpływa się zanim zdążyła się upiec" - to rozpłynięcie może trwać krócej lub dłużej - jednak jeśli nie nastąpi rozpłynięcie myśl może przerodzić się w utożsamienie i to już burzy "docelowy stan podmiotu" ; gdy następuje utożsamienie z konkretna myślą/emocją - Świadek znika !!!!

Czyli medytacja o której pisze może mieć miejsce w pełnym ekstremalnych bodźców otoczeniu ; intensywne życie właśnie serwuje nam cos takiego i nie ma co się od niego izolować.




~~~~~~~~~~~~



> spokoj

To myślę też dość istotny wątek :O) bo jest spokój i spokój.

Mamy więc spokój _stoika_ - który po prostu intelektualnie dystansuje się do wszystkiego (także bodźców) ; to trochę takie hamowanie odczuwania w sobie - zdaję się być to to nieludzkie (gdy za Człowieka weźmiemy jego potencjalna pełnie).

No i jest Wielki Spokuj (nie znikający po tym jak się pojawi - a przynajmniej nie znikający do końca ;p) ; tutaj spokój nie wynika z odcinania/dystansowania sie od Rzeczywistości. Podstawa Wielkiego Spokoju jest wiedza na temat Rzeczywistości - oczywiście wiedza to takiego rodzaju że dostępna tylko poprzez wgląd - mowę serca :O)

Gdy podmiot osiągnie ten wielki spokój nie znaczy to, że będzie się spokojnie zachowywał :O) To są zupełnie różne sprawy. Wielki spokój daje szczególny stan umysłu (czy też czegoś poza nim - w zależności jak umysł będziemy definiować).
Stan ten można by określić "niezmąconą przejrzystością" – po prostu to co zazwyczaj zatruwa ludziom głowy już nie jest obecne i wtedy dopiero z umysłu (czy też czegoś poza nim ;p) robi się potężna "zabaweczka". Co istotne - nie przekreśla to wszelkich szaleństw i swawol (które zdają się być przeciwieństwem spokoju przecież !). Wielkospokojny podmiot może robić hm hm burdy (patrz tu ;p) i nie mąci to spokoju ani trochę ;p

No dobra - spokój spokojem, burdy burdami ale jest jeszcze inny wątek - baaardzo ciekawy i baardzo ważny. Z tą miłością co przychodzi w medytacji. Czy utożsamienie się z nią może zburzyć Świadka ? Jeśli uczucie miłości nie jest lgnące do konkretnego obiektu a obejmuje Wszystko - Świadka nie zburzy (dlaczego? bo tym właśnie jest Świadek a dokładniej jakość go tworząca - ale to inna opowieść ;p).
Myślę że coś na rzeczy tutaj też może mieć kwestia czasu - gdy wrażenia medytacyjne rozciągają się poza czas (miłość do wszystkiego musi się charakteryzować nie tylko miłością do wszystkiego tu i teraz ale miłością do wszystkiego co było i będzie - a nawet trochę więcej jeszcze ;p) maja one szansę nie burzyć Świadka.

Na pewno nie wyczerpuję tematu a jedynie _próbuje_ (być może zupełnie nieskutecznie) go ugryźć :O)