|
O niepełnośći tzw. 'ochrony magicznej'
Kilka słów o tzw. ochronie magicznej ;p A tak na prawdę to dotyczy to większości interakcji międzyludzkich
Temat wbrew pozorom nie jest wcale tak bardzo oderwany od rzeczywistości i wyimaginowany :O)))
Wydaje się że przy większości kontaktów/sytuacji między ludźmi ma miejsce przepływ energetyczny (nie mówię oczywiście o nisko wibrujących energiach badanych przez mainstreamowa fizykę ;p).
Raz bierzemy, raz dajemy - i dzieje się to bez bezpośredniego udziału świadomości - a raczej poprzez "niewinne" z pozoru myśli i zachowania. Dość dużą role odrywają tutaj schematy zachowań których po prostu ...nauczyliśmy się - zazwyczaj przed 15 rokiem życia. Na przykład: gdy brakuje energii przyjmujemy postawę "biednego żuczka" i poprzez zwiększona koncentracje uwagi na sobie wymuszamy przepływ energii do nas. Innym "schematem" jest agresja (niekoniecznie polegająca na kopniaczkach z półobrotu - tutaj naprawdę wystarczą baaardzo drobne "gesty") – finalnie agresor ustawia sytuacje w taki sposób by energia płyneła do niego.
Takich mechanizmów/schematów jest o wiele więcej a całe zagadnienie dość obszerne - nie czuje się kompetentny by wymądrzać się o wszystkim :O)
Ważne jest to że do przepływu energii określone "bieguny" schematu musi odgrywać dwoje/więcej ludzi. Czyli gdy tylko jedno będzie np. agresorem a drugie nie "otworzy się" i nie przyjmie postawy "gnębionego" to przepływu energii nie będzie. Hehe wtedy oczywiście agresor się jeszcze bardziej wkurzy {na koniec napisze jak jemu pomóc}.
Można spotkać się z poglądem że energii jest mało i ludzie ją sobie wzajemnie wyrywają. I rzeczywiście - do pewnego stopnia tak jest - ludzie ja sobie wyrywają ALE energii jest (na ludzkie potrzeby) wszędzie praktycznie nieskończona ilość. Wystarczy odpowiedni stan umysłu czy też proste techniki oddechowe żeby energie czerpać z powietrza czy tez z natury (ze zwierząt lepiej nie ;p). Ta bajka naprawdę działa - sam czasem zamiast obiadu coś tam robię takiego i mimo pustego brzuszka czuje wielki dopływ energii.
I teraz tak - zdaje się że masa ludzi ma mocno "wdrukowane" schematy dążące do zawłaszczania energii od innych - a przecież można sobie radzić inaczej (patrz poprzedni akapit). Krańcowym przypadkiem takiego wdruku jest wamipryzm - taka osoba nie wierzy że może sama „wytworzyć” energie (a przecież jedzenie też ja daje - mam na myśli energie subtelna) i "zmuszona" jest pobierać ją od innych ludzi. Taki wamipryzm może być nazwany (cała patologiczna subkultura internetowa wampirków ;p) jak i może doskonale funkcjonować bez żadnych etykiet. Zdaję się że takich (nienazwanych) wampirków energetycznych jest w społeczeństwie bardzo dużo.
Wampirzenie u danej osoby można trwale "odkręcić" - tą samą drogą jaką powstało: poprzez wdruki do nieświadomości. To jest bardzo potężny mechanizm i ma olbrzymi wpływ na rzeczywistość (w sensie: nieświadomość ma większy niż świadomość - choć.... zależy o jaki wpływ chodzi - bo w przypadku niektórych "wpływów" świadomość i tak jest w innym stanie i ten stan już wpływ zdaje się ma ;p).
Piszę o wampirzeniu a pytanie było o ataki. A są to po prostu dwa bieguny tego samego schematu. Czyli jeśli nie chce się być przedmiotem wampirzenia nie należy wchodzić w rolę "dawców". Co innego że całkowite nie wchodzenie w żadną z ról (żaden z biegunów) to też straszna patologia. Tu i teraz na ziemi sprawy mają się tak że życie związane jest z przepływem energii i nie zawsze należy ten przepływ tamować - najwłaściwszą drogą zdaje się być świadome pobieranie energii z "nieskończonego zasobu natury" przy jednoczesnym kontrolowanym wchodzeniu w różne energetyczne schematy.
No właśnie: kontrolowanym wchodzeniu. W światku internetowych magów bardzo popularna jest tematyka energetycznych ataków i konieczności bronienia się przed nimi. Wystarczy odpowiednio mocno uwierzyć w te opowieści (wdrukować je sobie do nieświadomości) by bardzo mocno otwierać się na wszelkie energetyczne manipulacje. Bardzo mocno otwierać się - czyli o wiele mocniej niż "zwykli" ludzie. A bez tego otwarcia (czyli rodzaju postawy "potencjalnego dawcy") zabawa nie będzie działać. Wydaje się że można się otworzyć tak mocno że zdrowie (fizyczne i psychiczne) danego osobnika będzie poważnie zagrożone.
Można więc powiedzieć że książki takie jak Leszka (dopiska edytora: mowa o Leszku Żądło – prezentującym różne patologiczne schematy) mogą przyczynić się do osłabienia naturalnej bariery ochronnej. Przyczynić się z dwóch powodów:
- fiksacja na kwestie energetycznych ataków
- fiksacja na konieczności użycia każdorazowo odnawianych "tarcz" i innych śmiechach ;p
Jak to może wyglądać w praktyce ? Pacjent zapomniał rano strzelić rytualik ochronnego pentagramu i gdy sobie o tym w ciągu dnia przypomni to się strasznie wkręci że nie ma żadnej ochrony i przez to będzie "bardzo otwarty na ataki" (i jak w to uwierzy to tak właśnie będzie - potęga nieświadomości!). To może pójść jeszcze dalej - nawet jak rytualik będzie codziennie rano strzelany to pacjent może sobie wkręcić że to za mało i że potrzebuje większej ochrony. Błędne koło.
Czy jest tutaj jakieś sensowne rozwiązanie ? Otóż jest taki pewien stan umysłu (a może to już nie jest umysł?) charakteryzujący się brakiem lęku i poczuciem 100% bezpieczeństwa. Gdy podmiot stale przebywać będzie w tym stanie (tak naprawdę jest to tylko pewien aspekt stanu umysłu - ale to inna opowieść) żaden poważniejszy atak energetyczny nie może go dotyczyć. To taka "uniwersalna zawsze 100% działająca tarcza ochronna" - wydaję się jednak że przy pełnej realizacji jest ona (a dokładniej on: stan bez leku) innej jakości niż "astralne tarcze" wprowadzane do nieświadomości. To bardzo ciekawy temat ;p
"Stan bez leku" nie odgradza nas od naturalnego (na Ziemi) obiegu energetycznego - wchodzimy w schematy, energie bierzemy i dajemy. Nie jest jednak mozliwy "poważniejszy" atak - np. taki który może zagrozić zdrowiu (fizycznemu / psychicznemu). Po prostu by atak energetyczny był szkodliwy – jego cel musi mieć w swojej konstrukcji psychicznej coś z czego atak będzie mógł skorzystać. Stan bez lęku usuwa z konstrukcji psychicznej wszelkie tego typu jakości – żaden atak nie ma się na czym oprzeć.
Jak podmiot może uzyskać ten stan ? Wydaje się że wobec wdruków o jakich pisałem wyżej może być to trudne (z innych powodów też). Będę niedobry i powstrzymam się od ewangelii - nie napisze nic na temat tego co bym proponował by stan taki uzyskać - bo to bardzo dalikatna tematyka :O)
Pozostanę przy zapewnieniu że każdy może coś takiego uzyskać - przy czym wielogodzinne medytacje niekoniecznie wystarcza.
Ale co z agresorem ? Przecież gdy samemu nie wejdziemy w role "dawcy" to spowoduje to jeszcze większa agresje.
Kluczem jest alchemiczna transformacja. Zjawiska mają to do siebie że dana jakość występuje w pewnym kontinuum o przeciwnych biegunach. Transformacja jakości w ramach tego kontinuum (czyli między biegunami) następuje samoczynnie - jednak ten proces może za długo trwać. Dlatego czasem warto mu (procesowi transformacji jakości) aktywnie (świadomie) pomóc.
Ale co mamy transformować ? Postawę dawcy w agresora ? Hehe to jest dopiero błędne koło do kwadratu ! Transformować mamy sam przekaz (przekaz to energia + informacja) - tutaj agresje. Domyślacie się w co ? Tak tak stosujemy standardowy newagowy trik z trasformacją w miłość. Najlepsze jest że to zawsze działa ! (czyli agresja znika ; choć oczywiście potem i tak pewnie pojawi się znowu - ale już z "następnych" pobudek).
Co ciekawe - transfomując „negatywne” jakości w „pozytywne” chronimy nie tylko siebie ale tez przyczyniamy się do zbawienia innyh :O) Heh kto by nie chciał być zbawicielem ? (tylko nie wkręcajcie się w zbawicielskie ego - prawdziwi zbawiciele nie mają go za dużo ;p)
|