Tego wieczora, Justyna delikatnie zwilźała wargi na myśl oczekającej ją jutro rozkoszy. Z trudem uciułane pieniądze miały
zostać przeznaczone na zakup pokaźnego kawałka mięsa.Zastanawiając się, czy uda się załatwić wołowe bez kości,
patrzyła na drobne krople deszczu spływające po szybie. Czy taksamo moźe spływać smak? Palce śpiewały melodię:
Mięsa. mięsa kawałek,
Wchłonę w me ciało młode.
Ono mi prawdę powie,
Zachowa mą urodę
- Tak, juź jutro, będę znała prawdę mięsa - pomyślała dziewczyna.
***
Czarno - szary poranek, powitał ją zapachem mięsa. Justyna
wyciągnęła z pościeli młode, zgrabne nogi, które po chwilipieszczotliwie dotknęły posadzki. Mięso wzywało, szybko załoźyła
płaszcz i wzięła garść banknotów. Przed wyjściem połaskotała psa.
***
Rzeźnik co ćwiartował, to patrzył. Błyszczący topór wirował wpowietrzu urzynając kawałki ciała. Justyna oblizała się i on to
zauwaźył. Równieź się oblizał.
- A czy panienka nie boi się jedzaczy? - spytał. Justynapokręciła głową.
- Taki jedzacz - kontynuował rzeźnik - to nie tylko moźe zabrać
mięso. Moźe wsadzić rękę gdzie nie trzeba, przytulić się,zagaworzyć tkliwie...
Zarechotał.
- Ja nie z takich dziewcząt - trzeźwo zaprotestowała Justyna. -
Znam cenę jedzenia mięsa, proszę mnie nie pouczać.
- A, to w porządku. Ale gdyby coś się stało, obronię panią swoimtoporem - powiedział rzeźnik.
- Tak, tak.
- A pani się ze mnie śmieje - obruszył się rzeźnik. - Nie zdaje
sobie pani sprawy z niebezpieczeństwa, z odpowiedzialności...
- Dawaj pan to mięso! - krzyknęła Justyna i rzuciwszy banknotyna ladę, zabrała szary pakunek.
***
Droga prowadziła do przodu. Justyna dumnie machała nogami,
mijając głodne spojrzenia. Były to spojrzenia pełne goryczy, tymspojrzeniom nie udało się zdobyć mięsa.
- Mam mięso, mam mięso... - szeptała przekornie, denerwując
spojrzenia. Jak się tego naleźało spodziewać, spojrzeniaobezwładniły ją i obmacały bezlitośnie, mogła tylko wić się pod
ich gałkami ocznymi, pod ich białkami...
Po chwili nie było juź mięsa. Znowu się nie udało. Trzeba byłotrzymać gębę na kłódkę.
***
- This is the way, step inside...- dobiegło z dołu koloru
czerni. Justyna doczołgała się w tamtą stronę. Któź by inny, jaknie sam Curtis. Machał ręką.
- Ej, ty pozwól tu... pomóź mi wyjść z doła, młoda.
- Podaj rękę... - poprosiła Justyna, na co Ian ochoczo przystał.
- Ładne palce - powiedział i wciągnął dziewczynę do doła.
Justyna wylądowała obok jego zdołowanej nogi.
- Zawsze tak robię - pochwalił się Curtis. Justyna wzruszyłaramionami.
- Nic nie szkodzi, to i tak przez mięso.
- Masz rację - przyznał Ian. - Teź jestem tu z tego powodu.
Wierzyłem, no i w końcu przestałem. Mięso mnie dopadło.
- I co teraz będzie? - spytała Justyna.
- Nie kochajmy się tylko. Wiesz, miłość znowu nas rozdzieli.
18.01.97