Cmentarz   


   3M Podleś   



Sara zawsze wiedziała, źe cmentarze potrafią wyrastać w domu, z
podłogi pokoju. Rzucała w nie kawałkami papieru, mimo towyrastały.
- Precz - mawiała czasem rzucając w krzyźe. Krzyźe dygotały i
nie uśmiechając się, dotykały marmurem jej ciepłych bioder.Marmur był twardy i chłodny. Konstrukcję marmurowych płyt znają
doskonale wszyscy samobójcy. Znają nawet zapach grobów. Saraznała go równieź.
Po raz kolejny pękała drewniana klepka, a Sarę oblewał zimno -
ciepły pot, bez jakiejkolwiek woni. Tym razem rzuciła w otwartygrób flamastrem. Grób cuchnął trupim jadem, zachęcał i pieścił.
Z trudem odwróciła wzrok od trupa. Pokryty suchą pajęczynąszkielet zabierał jej powietrze z płuc.
- Nigdy - powiedziała Sara. Grób uformował usta, które
uśmiechnęły się pytająco.
- Ja wiem, ty wiesz, oni wiedzą teź - wyszeptał gróbprowokacyjnie. Potem zaczął się przymilać.
- No i ile będziemy się tak bawić? - spytał tonem prawdziwego
Wiedzacza. - Ile będziemy tak skakać i skakać, rękami machać,starać się i starzeć. Znam kaźdy proces gnicia twego serca,
kaźde opleśnienie twojego mózgu.
Sara milczała, słuchając. Podczas gdy słuchała, cmentarz powoliwypełniał całe mieszkanie. Groby wyrastały z łazienki, kurhany
pełne szczątków pleniły się w kuchni jak grzyby, w przedpokojustała zmęczona, cmentarna postać i za pomocą powolnych ruchów
głową, wpychała w siebie powietrze. Cienie zimnych krzyźy,pokrytych rosą i okopconych od zniczy, przygniatały cień Sary.
- Lata, lata, wieki - powiedział grób. Sara drźącą dłonią
dotknęła starych kości.
- Ludzie nie robią grobów, groby same wyrastają - dodał grób.Otworzył się i przytulił Sarę, skręcając jej kark i wchłaniając.
Koniec.

Filip Zawada