Dzień dobry.
Nazywam się Mariusz E. Joklans i jestem wspaniałym pianistą. Mam
dopiero dziesięć lat, ale klawisze znam na pamięć, zresztą takjak wszyscy dzisiaj poszedłem na genetyczne powiększenie mózgu.
Razem z moim kolegą Aureliuszem, kiedyś będziemy robić wspaniałyduet na pianino V-678 i smyczek. Aureliusz teź jest geniuszem,
tyle źe gra na skrzypcach. Mamy kręcone, czarne włosy, jesteśmyubrani we fraki i jesteśmy bardzo młodzi i bardzo śliczni.
* * *
Wczoraj pani Eglegorda pocałowała mnie w policzek swoimi pełnymi
wargami. Pani Eglegorda obserwuje z dnia na dzień moje postępy.Z reguły albo bije mnie po dłoni cienką, drewnianą linijką, albo
całuje. Wczoraj udało mi się zagrać wszystkie polonezy Chopina,tak dokładnie, źe pani Eglegorda płakała i drźały jej zakryte
neobawełnianym swetrem piersi.
Doskonale, doskonale Mariuszu... - powiedziała i pocałowała mniew policzek, blisko ust. O stosunkach seksualnych przeczytałem w
wieku dwóch lat, niestety nadal kiepsko ze wzwodem. Aureliuszpowiedział, źe jego nauczycielka takźe go całuje. Nie jesteśmy
pewni, czy to nie część programu interakcyjnego z dopalaniemzewnętrznym, o którym wspominał lekarz grobowiec. Zajmuje się
nami, bo podobnie jak wiele abortów geniuszy, zostaliśmywskrzeszeni w 3025. Lekarz grobowiec ma chude palce i chudy nos.
* * *
Dziś mieliśmy lekcję poglądową. Przyszedł człowiek we fraku i
biczował panią Eglegordę. Biczował ją za kaźdym razem, gdypopełniłem jakiś błąd podczas grania. Drźały mi ręce i z
początku ciągle się myliłem. Pani Eglegorda płakała. Pod koniecćwiczeń zagrałem bez źadnych błędów, tylko klawisze były mokre
od potu.
* * *
Aureliusz dopadł mnie w korytarzu i powiedział, źe połamałskrzypce. Okazało się, źe wcale nie ma roku 3025. Podobno w
ogóle nie liczy się juź lat, od bardzo dawna. Aureliuszdowiedział się tego od człowieka wiszącego głową w dół. Człowiek
ten był zresztą zwykłym człeko - biblioteką. Nie wiedziałem coto znaczy, dopóki Aureliusz mi nie powiedział, źe ten człowiek
zna jakieś słowo pisane całego świata. Kiedy upadł na głowę,wszyscy będą go ratować.
To to wszystko nieprawda? - spytałem.
Nawet nie jesteś Mariuszem, a ja Aureliuszem. - powiedział
Aureliusz.
To czym?
Niczym.
* * *
Kiedy dziś powiedziałem, źe nie chcę juź grac na pianinie, niktnie oponował. Potem przyszedł lekarz grobowiec.
Nie chcesz juź? - spytał.
Nie. Nie chcę.
To dobrze. - powiedział lekarz grobowiec i zamyślił się. W
pokoju zapłonęły jakieś światła. Zrobiło się jasno.
Czy pan tylko geniuszy wskrzesza? - spytałem. - Tylko aborty?
Geniuszy? - zdziwił się lekarz grobowiec. - A, myślałeś źejesteś geniuszem? Aborty mówisz? Nie, nie...
To kogo?
Wszystkich.
Zimno mi się zrobiło, a gardło stało się ściśnięte i chłodne.
Gdzie jest Aureliusz?
Nie ma Aureliusza. - odpowiedział lekarz. - Wyszedł sobie.
Podrapałem się po głowie, ale nic nie rozumiałem.
* * *
Chodziłem i szukałem kogoś przez trzy lata, ale nie mogłem
znaleźć. Wszyscy gdzieś się podziali. Okazało się, źe nie muszęjeść. Więc to nieprawda, co mówił lekarz. Chodzę jasnymi
korytarzami i myślę. Przychodzą mi do głowy róźne rzeczy. Naprzykład:
Moźe wcale nie waźne, źe pianino. Mogło być cos innego, by tylko
wypełnić i nauczyć się. Ale co i czego?
Chyba juź nic nie ma, tylko wskrzeszacze i oczy obserwacze.
Nie ma nic. To straszne, ale ja...
Chodzę i chodzę. Czy moje myśli to?
Kiedyś wszystko było, a nie ma teraz. Tylko resztki takie,poplątane, wspomnienia. Bardzo się boję.
Idę w stronę dziury w budowli. Za dziurą nic nie ma, tylko
dźwięki i pustka. Nic nie czuję.
Potem się okazało, źe juź naprawdę nic nie ma. Wszystko juź byłoi teraz są tylko bezsensowne plumkania. Żeby nie zwariować, jak
juź jesteś, to wkładasz sobie do głowy drobiazgi. Pianina,bloki, lekarze, Eglegordy.
Jest chyba rok 20000876456. Ale nikogo to nie obchodzi.
Wskrzesili i do przodu.
No to idę do. Dziura. A za dziurą równina i nic oprócz równiny.Czasem tylko ktoś siedzi, albo stoi. Podchodzę do leźącego
kamienia wyglądającego jak Aureliusz, chciałem go zapytaćdlaczego - kamień, ale mi się odechciało. I nic mi się nie
chce.