Młody Mistrz   


   Monika Mrozek   



Młody mistrz ocalił stare księgi marzeń.
Przyjaciel - posępny jak posągi poganów. Znosił codziennie nowemiłości w rozkradzione wiary . Bałwochwalca niezwycięźony.
Dziękował za wszystko, choć nie miał nic więcej do powiedzenia.
Ręce same gotowały herbatę na ogniu prawdziwym, gdy sny trudziłysię nocą.
Komu tak bardzo zawinił, źe kłania się teraz uczuciom.
Próbował opisać nienawiść jako zło przemijające.
Przechodził przez most nie wiedząc, czy ciało wytrzyma swój
cięźar.
Chciał odcierpieć przed ludźmi wszystkie ich radości i cały ichśmiech.
Sprzeniewierzony czasowi i magii, wielodzietności i wyniosłości,
uprawiał źycie zagroźone rozpustą. Spieszy się z dojściem, gdydopiero doszedł.
Był nikim, ani urodzonym, ani wymarłym. Chciałem, źeby przyszedł
i obdarzył nieskończoność własnym źyciem. Nic jednak nie miałpoza sobą. Był sam w sobie skończony.
Czasami światło przyniesie mu lustro, deszcz zniesie mu odbicie.
Nie szuka innych, wielkich zdarzeń.
Moja znajomość z nim jest tylko dalszym ciągiem trwania.
To bardziej twój czas niź mój - jestem po twojej stronie. Natwój czas tylko gotowy.
Był za nadto skomplikowany, źeby być czysty. Aby mieć twarz
tylko dla siebie.
Przyrodzona czułość była ich darem nie wymienialnym na miłość.
Doźył do śmierci stu marzeń, a wszystkie były tak dalekie odźycia i ciała.
Jak prosty człowiek czekał nieustannie na własne myśli, rąbiąc
drzewo lub pijąc wodę zakrytą źródłem. I tracił rozumprzedwcześnie. Jak do słońca wzbierający świt.
Piętrzy się mądrością do dna niedosięgłą.
Za wszystko zapłacił oddzielnie i za wszystko umarł.
Prawdziwa szlachetna krew jest samotna.
Otwierał okno, źeby być bliźej spacerującej po brzegu dziewczyny
i oddychać tym samym co ona powietrzem.
Z podniesionym czołem wzrastał przed siebie zamiast rosnąć wswoim środku.
Długo nie mógł zapełnić wodą jeziora. Musiał wiele razy
poszerzać brzegi, by móc wlać ostateczną kroplę.
Cieszyłem się sam sobą jakby on miał istnieć na zawsze.
Tak bardzo brakuje subtelności, która zawsze jest zaskoczeniemducha i czymś zauwaźalnym dla ciała.
Moźna mieć szczęście - jedno, ale nic więcej poza nim: ani
zadowolenie, ani radości, ani przyjemności.
Podobny do mnie, na drugim końcu siebie, bez powrotu, oddalonyod źycia do nieobecności. Żyje w jedną stronę.
Starał się ominąć zło naśladując dobro innych. Popadł w chorobę
bez imienia.
Własna bezuźyteczność wobec źycia nie znosi wielkości. Tak jakczłowiek.
Nie mógł się zmieścić w jednej samotności ani w jednym
opuszczeniu.
Ogarnia całość źycia , choć dopiero zasadził korzenie.
W środku miał skupienie i siłę tylko oddechem wyrywał drzewa ze
snu.
Pozostawił po sobie wiarę sam nie będąc wierzący.
Potrafił wszystko - zacząć i skończyć, tylko wciąź brakowało muśrodka do tego, źeby przeźyć. Dłuźyło mu się źycie jak rzeka bez
morza.
Myślał o zaletach bycia sierotą w dawnych czasach. Ale nawet ito przeminęło. Bo państwa są demokratyczne jak jeden mąź.
Rzadko bywa z ludźmi, lęk na przeciwko lęku, nie przyzwyczajony
do źycia twarzą w twarz.
Drąźył własne przemijanie, aby czuć się najwyźszy wśródpowietrza.
Zawładnął swoją i moją obecnością.
Pocieszał srogo i nieustępliwie, nigdy nie będąc zajęty
wrzaskiem ani łatwym słowem. Ludzi przewracał, źeby ukoićprzeźycia. Zdawał się być pocieszonym.
Nie mógł uwierzyć w zakończenie świata kiedykolwiek.
Patrzył w samotne uniesienia ludzi, którzy milczą i gubił
horyzont domów.
Przerysowywał przeznaczenie krótkimi czarnymi liniami na kaźdymdniu wypuszczonym na ziemię.
Chciał dobrze zapomnieć, źe porusza się między biegunami i
równoleźnikami. Nie skręcał do źadnej nocy i nie oznaczał dniasłońcem.
Zmierzał do czegoś, choć ktoś stał mu naprzeciw.
Odchodził aby nie wracać.
Był mieszczaninem, którego władza sięga początków tego świata.
Chciał, aby mu pozwolono zachwycać się ludźmi nie głosząc źadnejnadziei. Urozmaicał dni donosząc źycie do najdzikszych zdarzeń.
Wymyślał niesamowitość, aby być niepodzielnym we własnejwyobraźni.
Wnosił całego siebie w pęd świata ku ludzkości. Własny talent mu
poświęcił.
Miał geniusz odosobniony od ciała, oddzielnie prowadzony przezźycie strudzone taką bliską wielkością.
Nie jest naturalny tylko trudny, oczekując więcej od samego
siebie. Wspierał się na domyślnej wzniosłości.
Gdyby przeźył, zniknąłby w sobie jako własność umarłych cieni.
Nie dawał się poznać przez wspólne doznanie.
Obrysowany obłąkaniem chciał za duźo dać a nikogo nie było wpobliźu. Musiał iść dalej za siebie, gdzie bezpiecznie dla
wolności niczyjej.
Nowe i stare wzbudza w nim gniew jednakowo.
W jednym tylko domu mając schronienie, źył zwycięźając wyłączniesamego siebie.
Gdyby przetrwał własną tajemnicę, nie mógłby źyć.
Nosił w sobie zawsze stan przejściowy nie wyzwalając zakończenia.
Wciąź podąźał do wiary, wzywał świat aby poddał się jako
pierwszy boskiej przyszłości.
Budował siebie na miejscu świata zepsutego tłumami. Stawał sięwzrastającym ułamkiem własnej wieczności.
Zamienił ludzi na słowa, aby nie słyszeć milczenia.
Wzywał świat do siebie bez opamiętania i w kaźdej ilości.
Pasją jego był ból. Bolał zanim go zraniono.
Nie wiedział co mu jest konieczne więc nic nie próbował, bo nie
chciał ryzykować własnym źyciem.
Nigdy nie widziałem jak się cieszył i źeby coś było mu radościąi śmiechem.
Unikał części siebie - tam gdzie tkwił jego rozum.
Miał swoją pełnię, której strzegł przed księźycem.
Spotykał się z kimś jak z wielkim moźliwym darem.
Znów cytował samego siebie nie mając zaufania do pamięci.
Żył w dramacie i jako dramat.
Stworzył z powietrza, ziemi i ognia kwiat nietknięty miłością i
natchnął go pąkiem, czerwienią i rosą.
Przetrwa za tobą niema perspektywa.
Zamykał instrument w rytmie muzyki. Szkicował oddech struny zpowietrznych witek.
Uruchamiał dobro tylko pod działaniem zła.
Rzeczy nieodnalezione roztrwonił na przemijanie.
Nie odchodź a podejdę bliźej.
Nie dzielił nieba na widzialne i niewidzialne.
Czoło mu drźało, kiedy przechodził obok zabitego kota i oddychał
jego śmiercią. Bał się o swoją własną.