Edward bardzo lubił swoje kolorowe szelki, zakładał je bardzoczęsto, ilekroć nadarzała się okazja. Kiedyś odciągał je dwoma
palcami od siebie i puszczał, a one uderzały z powrotem wydającmiły odgłos. Teraz teź tak czasem postępował.
* * *
Na dworze padało trochę śniegu. Edward szedł wolnym krokiem,
depcząc śnieg. Jakiś człowiek wyciągnął do niego dłoń wierząc,źe Edward głosował na tę samą co on partię polityczną. Edward
minął go. Człowiek stał z wyciągniętą ręką i patrzył zaoddalającą się sylwetką Edwarda.
Zenon stał tam gdzie zwykle i kopał kawałek śniegu. Gdy zauwaźył
Edwarda, zaprzestał tej czynności i popatrzył na niego.
Byłeś tam? - spytał, pokazując gdzieś. Edward przytaknął.
Tak.
I co?
Spotkałem człowieka, wyciągnął do mnie rękę.
No tak - Zenon wsadził swoją rękę do kieszeni płaszcza. Przezchwilę milczał.
Chłopcy... - do Edwarda i Zenona podeszła babcia, stojąca
wcześniej nieopodal. - Kupilibyście mi piwa.
Czuje się pani spragniona? - spytał Edward. Babcia kiwnęłagłową, ale poniewaź nikt na nią nie patrzył, powiedziała:
Tak.
* * *
Po chwili babcia piła piwo.
Dziękuję wam chłopcy - babcia uniosła kciuk do góry. - A ta
stara kurwa mi nie dała. - dodała, pokazując jakąś innąstaruszkę stojącą nieopodal i popijającą tanie wino.
* * *
Kiedy Zenon stwierdził, źe kręcą się w kółko po mieście,
zaproponował Edwardowi wizytę u swojej starej dziewczyny.
Chodźmy do mojej starej dziewczyny - powiedział Zenon.
Czy ona mieszka daleko? - spytał Edward.
Nie chcesz iść daleko?
Tak - potwierdził Edward. - Nie jestem pewien czy mam ochotę iśćtak daleko.
A skąd masz pewność, źe to tak daleko?
A czy to jest daleko?
Sam wiesz, jak mówisz źe nie chcesz iść tak daleko.
Więc jednak to daleko.
Nie, to blisko.
Trzeba było mówić od razu źe mieszka blisko, a nie źe daleko.
Nie mówiłem źe mieszka daleko.
Pytałeś się czy nie chcę iść daleko.
A nie chcesz?
Nie.
No więc, ona mieszka blisko.
A czy jest w domu?
Moźemy się przekonać, w końcu blisko mieszka.
Tak, potem się okaźe źe daleko.
Jeźeli nawet daleko, to co z tego?
Mówiłeś, źe blisko.
Na pewno nie daleko.
Czyli nie blisko. Po prostu daleko. Dlaczego od razu nie
powiedziałeś, źe to daleko?
Bo to nie jest daleko.
To w końcu to jest blisko, czy daleko?
Nie wiem. Blisko.
* * *
Stara dziewczyna Zenona piła akurat herbatę i zapytała się, czyteź chcą, na co odpowiedzieli źe tak. Szklanki były niedokładnie
umyte i Edward trochę się skrzywił, chociaź pił.
Ostatnio często mnie odwiedzacie - powiedziała dziewczyna. Miałajeszcze ciastko, jadła je popijając herbatą. - Moźe chcesz do
mnie wrócić? Skoro tak często.
Nie, nie. - powiedział Zenon. - Wiesz, Edward nawet nie pamiętałczy mieszkasz blisko, czy daleko.
A skąd?
No wiesz, tam.
Nie, stamtąd to ja mieszkam blisko.
Nie tak znowu blisko. - zaprzeczył Edward. Odstawił pustą
szklankę.
Mogę? - spytała dziewczyna. Edward pozwolił. Nachyliła się istrzeliła z jego szelki. Zenon pił jeszcze swoją herbatę, nawet
nie usłyszał jak szelka strzela.
* * *
Żeby się, kurwa zgubić, to tylko ty potrafisz się tak zgubić.
To nie moja wina - powiedział Edward. - To ty byłeś pewien, źeod niej jest blisko.
Ale bym się, kurwa, nie zgubił. To ty chciałeś iść do niej
daleko. Co to zresztą, kurwa, za róźnica czy blisko, czy daleko.Żeś nas źle poprowadził.
Sam nas źle poprowadziłeś.
Zamknij gębę, kurwa.
* * *
Na szczęście usłyszeli znajomy głos.
Chłopcy... kupilibyście mi piwa.
Okazało się źe wrócili. Edward odetchnął z ulgą.
* * *
Po chwili babcia piła piwo.
Dziękuję wam, chłopcy. - babcia uniosła kciuk do góry. - A ta
stara kurwa mi nie dała. - dodała, pokazując jakaś innąstaruszkę stojącą nieopodal i popijającą tanie wino.
13. 01. 97