Na mój płacz drzwi ogrodu uchyliły się, wyjrzała kobieca głowa:
- Czemu płaczesz młodzieńcze? - spytała - Czyś utracił drogi ci
skarb?
- Nie skarb, kobieto, a pamięć - odparłem szybko, wstając. Drewniane drzwi były ozdobione dziwnym czupiradłem, a pod spodem
widniał napis:
Te drzwi strzegą nie przestrzeni, lecz czasu i pieniędzy.
Wędrowcze, przychodzisz stamtąd - odwróć się i spójrz razjeszcze
Wychodzisz stąd - Nie patrz się juź więcej
Chcemy tylko otrzeć ci łzy zwątpienia
Zbliźyłem się. Kobieta źachnęła się. Przypomniałem sobie dom
Bernadety: schody, łóźko. Za kaźdym razem, gdy oglądałem TV,przypominały mi się popołudnia spędzone razem, miód gęsty jak
klej i muszki z terrarium. Gruba kobieta zawsze zasłaniała miwidok. Wolałem wtedy nie mówić nic, patrzeć na przelatujące
samoloty i okazjonalnie kupowałem lody i lizałem je na oczachwspółlokatorki, jakbym współwinił ją za nagły wyjazd Bernadety
do winnic, za miasto. Pojechałem tam zresztą zaraz peugeotemmatki, ale spotkałem tam tylko kilku mnichów z serialu i
musiałem siąść i zapłakać.
Pewien ołowiany źołnierz opowiadał mi, źe był raz w cięźkiejsytuacji. Działo się to niedługo po tym jak zostali porzuceni
przez małego boga. Całe ołowiane wojsko uciekło w okoliceUbikacji Bogów. Długo potem opowiadał, jak próbował trafić do
Ubikacji, co łatwo zresztą wykonać, ale trudno opowiedzieć.
- Mianowicie - mówił, a ja poprawiałem go, źeby równo stał napoduszce - bóg wchodzi tam, to słychać stąpnięcia. Potem nic
nie słychać, a potem, duźo później, słychać świsty, szumy, jakbycały kosmos zwalał się w ciągłym strumieniu.
Tu źołnierz miał trudności z wysłowieniem się, ale opowiedział
mi jeszcze o swoim pobycie w ścianie Ubikacji.
Kiedy Carlos zrobił się znów biedny i źaden z przyjaciół nieodwiedział go, wyciągnął zapałkę i pisał nią po ścianach
poddasza, maczając ją w czarnej bejcy. W ten sposób powstawałynajpiękniejsze opowieści. Jedna bajka była o węźu na pustyni i
o jego znaczeniu. Wąź mógł przynosić szczęście, albo mogło wogóle nie być węźa i bajka kończyła się. Nic dziwnego, źe
wkrótce zacząłem widywać źołnierza z gromadą dzieci. Dzieciczytały bajki i płakały, ale nie ze smutku. Carlos teź siedział
i płakał, i zobaczył stuletni las, i czarownicę, kiedy byłajeszcze młodą kobietą o cudnych, czerwonych wargach.
Natomiast Ludwik urodził się w Paryźu. Nawet wtedy nie mówił
duźo po francusku. Wojna zastała go 12-latkiem. Teraz, polatach, nie pamiętał juź, jaki ból sprawiła mu w latach
dzieciństwa rozmowa z Francoisem, wysokim chłopcem z sąsiedztwa. Francois był blondynem i miał piękną matkę, pochodzącą z
Bretonii. Czasem mówił, gdy się spotkali:
- Gdy juź będzie wojna, będę miał tatkę źołnierza. A twojamatka się powiesi - i uderzał Ludwika w szyję, albo w kość
policzkową, źeby pokazać, kto tu jest silniejszy i ładniejszy,no i źeby Ludwikowi było przykro. I było. Ale Francois umiał
zatrzymać chłopca przy sobie. Miał zabawkową strzelbę i bacik,którym moźna było smagać kapitalistów na trakcie berlińskim.
Niestety, te lata przeminęły bezpowrotnie.
- I pamiętaj: kiedy zostaniesz szpakiem, nigdy nie będziesz mógłodzyskać swojej dawnej postaci i zamieszkać między ludźmi.
Teraz klęknij i przyrzeknij, źe nie powiesz nikomu o mnie imojej kryjówce.
Pocałowałem ją w biodro i ruszyłem przed siebie między złote
góry. Nie zapomniałem o księźycu, rumianym listku-pierniczku. Opowiem o tym jutro. Teraz zapadł zmrok, niebo schyliło się i
dotknęło ziemi. Żywe istoty tracą swoje maski, wolą więcudawać, źe odpoczywają. Teraz i ja tak zrobię. A jutro moźe
dowiecie się, jak to było z panem Jezuskiem, węźykiem,telewizorem, no i z magicznym guzikiem.
wiatr jesienny rozwiewał twoje włosy
kochałem cię, ta ulica, te drzewa
kto by przypuszczał? miękko płynął czas
wyrośliśmy razem spośród tamtych stron
dni spędzone na placu zabaw
jak my dwoje, to wszystko minęło...
przystanek autobusowy, wspomnienia,
pamiętasz, jak kierowca zabrał tylko mnie?
musiał to być test, test naszej dojrzałości
czy spostrzegłaś ten test? jeśli nie, słuchaj:
gdy budzę się kaźdego ranka,
przypominają mi się przechodnie,
których będę mijał na drodze do pracy,
tak samo jak w te dni,
u zarania naszej młodości,
która się skończyła, szkoda,
ale dziś niczego nie źałuję,
mogę powiedzieć tylko:
I love you, sugar kane!
Byłam z Janet, ale później, gdy Janet załamała się
przedstawianiem jej jako starszego asystenta i temu podobnymikawałami, wyjechałam na dworzec. Na dworcu zrobiłam zakupy, a
gdy zrobiło się juź ciemno, wsiadłam do lokomotywy i odjechałamna boczny tor. Po drodze zgasło światło. Jechałam więc cicho,
jak tylko mogłam, bezszelestnie. Powoli ominęłam kopułę dworcai zajechałam od tyłu. Wjechałam między zadrzewione okolice
magazynów. Noce spędzone z bezrobotnym konduktorami zrobiłyswoje. Nie chodziło mi w tym okresie o źadne tam podchody,
tylko chciałam się pobawić, jak dziecko. Raz nawet upiekłamciasto i porozkruszałam je po domu, źeby zrobić coś
niestandartowego. Moźe to było głupie, ale niewątpliwieuspokoiłam się potem. Co ja wówczas wiedziałam? Alex spał
dzień i noc, interesanci biegali, sekretarki dzwoniły,menadźerowie załatwiali swoje sprawy. Był człowiekiem, któremu
moźna było zaufać, a dzięki swojej transformacji zaufanie torozrosło się niewymiernie. Ja sama ufałam mu w owej chwili na
swoją zgubę. Pamiętam, jak poszłam w samych klapkach do jego"firmy" i cały dzień prałam niebieskie poduszki i pluszowe
misie, uźyte jako ozdoby ścienne.
Noc. Słychać pukanie bębna gdzieś w okolicy. Czyźby zbliźałsię koniec świata? Ale ta opowieść nie moźe się juź skończyć.
Poszedłem za nią na górę. Cisza. Grała jak zwykle.
- Ludwik, chodź no do mnie - usiadłem na niźszym łóźku(piętrowym).
- Ludwik, mam ci coś do pokazania. Chodź tu.
- Pięty?
Bernadeta podeszła do mnie, zdjęła sukienkę i podała mi ją.
Sukienka była ciepła i falbaniasta, biała w zielone, małekwiatki. Patrzyłem się, obracałem w dłoniach, a dziewczyna
tymczasem rozsiadła się wygodnie na podłodze.
Telefon od Janet. Ze swym nowym męźem udawała, źe idzie dosklepu, albo na tenisa. Jednak jej czerwony, gustowny kubrak
wskazywał na coś zupełnie odmiennego. Na torach potknęła się,męźczyzna zwolnił, spojrzał się znacząco...
- ... Ludwik nie chce wódki. W tym mu mogę pomóc... -
usłyszałam, kiedy szeptali między sobą namiętnie. Wyszłam zizdebki przez okrągła dziurę nakrytą pokrywą. Takich dziur
uźywali konduktorzy jeszcze w czasach carskich. Pełnanieprzyjemnych przeczuć wkroczyłam do sali w kolorze niebieskim.
Atmosfera sennej, wieczornej kawiarenki sprawiła, źe sama niewiem kiedy, usiadłam koło jakiegoś nieznajomego, przystojnego
kapitana.
- Sama pani tego chciała - powiedział ni to śmiejąc się, ni todziwiąc, kapitan.
- Chwileczkę - odparłam, schyliłam głowę: guziczek był na swoim
miejscu. Drźał tylko lekko tak, jakby śmiał się do mnie. Muszęchyba w tym miejscu coś wyjaśnić, ale to dłuźsza historia,
związana z Mateuszem, moźe później. Kapitan wręczył mi pismo,jak było ustalone (cały czas udawaliśmy przecieź).
Moje notatki z lektury pisma: "Lockyer - dlaczego nie pomyśli i
nie zdziwi się - powinien od razu zapytać: czy pan jestszatanem? Obserwator - po co duźą literą? Statek zginął -
dlaczego??? - dlaczego nie był to statek-obserwator (podobnie,jak matka) i do tego nie miał 111 km długości tak, źe w ogóle
nie musiałby płynąć, źeby gdzieś dopłynąć? Tak byłoby o wielelepiej, moim zdaniem... I dlaczego nie przyszły anioły - suche
twarze zrodzone z wiatru - oddechy śmierci z przyszłości? Byłemludzikiem podróźującym przez pustynię. Brałem udział w
rewelacji odkrycia faktu przybycia Pana, a wypędzenia szatana ztej ziemi i znów zapanował pokój między ludźmi." Czasem siadam
w moim pokoju i myślę o ziemi. O wszystkich ludziach, którzychodzą do pracy, śpią, jedzą i kochają. Jakie to wszystko
piękne, myślę. A jednak kryje się we mnie niepokój... Niepokójo przyszłość, a wielkie Nieznane mojego źycia. Czy kryje się za
tym wszystkim jakiś symbol, jakiś ktoś, kto zna znaczenie źycia,lub go nie zna? Przecieź to wszystko takie niepojęte i takie
proste zarazem. Gdy tak sobie siedzę i myślę o tym wszystkim,przychodzi mi do głowy jedna myśl: co by było, gdybym nie
myślał o tym wszystkim, tylko np. pracował. Wtedy... nie wiem,co by było!
Autobus jedzie chodnikiem. Ludzie jadą do pracy i mają
niebieskie myśli. Janet śmieje się na myśl o wczorajszym. Opowiedziałem jej juź o moim pobycie w fabryce makaronu. Tam
dowiedziałem się istotnych rzeczy, aby złoźyć do kupy wszystkiebezcenne informacje, które zdobyłem przez wcześniejszą część
mojego źycia i załoźyć nową fabrykę klusek. Ale wcześniejprzydałoby się jeszcze wybrać na pustynię w Iranie i poznać tam
osobiście proroka-demona-lwa, którego spotkałem w 730 roku iktóry powiedział:
"następnym razem powiem ci:
nie ufaj mi, gdyź jestem lwem
ale czemu, spytasz, jesteś wszak człowiekiem
nie ufaj mi, gdyź jestem demonem!"
Ten człowiek powiedział mi o ..., bo był szalony. Teraz ja
jestem szalony i muszę wyłoźyć te pieniądze na ladę w klubie,rozpracować siatkę Alexa, zwiększyć sprzedaź, oraz mam jeszcze
źonę, z którą biorę rozwód i dzieci. Śpieszę się, by źyć.
Z tydzień temu byłem u Bernadety. Powiedziała mi: "Nie martwsię, akcja niedługo się zacznie, przyjdzie na to czas, źe
wszystko zrozumiesz, wszystkie te wątki się ze sobą zwiąźą, choćjeszcze nie czas na to. Naprawdę!" A później opowiedziała o
swojej podróźy 300 lat w przyszłość. Spotkała tam skośnookąkobietę, z którą robiła zakupy w mieście, itp. B. planowała ją
zabrać do swojego czasu. Poznała w hotelu człowieka, którywydawał się jej znajomy. Okazało się, źe to student z jej
uczelni, ktory miał juź 31 lat, a z którym na studiach zabawiałasię w podstawianie nogi. (Podstawianie nogi - juź ja wiem, o co
w tym chodziło!) No i czuła się zawiedziona, źe nawet w tymmega-mieście styka się z Szarą Rzeczywistością. Rozumiem ją
dobrze - to musiał być szok!
Siedzieliśmy wtedy ciągle w barze. Na przykład wczoraj byłLudwik, Janet i jej mąź, który jest profesorem klas abstakcji na
uniwersytecie. Ma kawał mózgu. Wczoraj jednak upił się i śmiałsię do łez. Do baru wszedł niejaki Przemek (znajomy Lockyera).
Ludwik spowaźniał. Nie patrzył juź na profesora, ani na Janet.
- Chciałem tylko kilka... - głos wydobywał się nie wiedziećskąd, zdawał się błąkać bez celu. - ja pana znałem, lubiłem,
szanowałem. Chciałbym się od pana jeszcze wiele nauczyć...
Oni mówili cały czas o filmie, który puszczano wówczas wmieście. Sam film był o miłości, o kradzieźach i o zepsutej
hulajnodze dla dzieci. Ale student podejrzewał (całkiemsłusznie), źe w jednej ze scen rekwizyt przypominający
koniczynkę mógłby zostać zastąpiony przez ptaka na niebieskimtle oceanu. Chodziło mianowicie o scenę, w której występuje
kilku mnichów... Na próźno tłumaczyłem mu, źe serial stałby sięzbyt jasny. Nie moźemy sobie pozwalać na wszystko...
A na starość, źołnierz osiadł w domku wśród traw. Wszyscy
myśleli, źe to te trawy. Ale on po prostu policzył południki irównoleźniki. Jego wnuczek Pablo stał raz w kościele i
powiedział:
- Raz, dwa, trzy, pięćdziesiąt dziewięć.
Stary Carlos miał długą brodę, a gdy patrzył powiadano, źewzrokiem sięga aź po krańce swoich łąk.
Raz, po wejściu do hotelu Ludwik zadał pytanie, po czym otrzymał
odpowiedź z ust Czarnego Człowieka:
- Te węzełki są po to: węzełek na sznurówkę, sznurówka na bucik,bucik na podłogę, podłoga na stołek, stołek na pieniek, pieniek
na ścieźkę, ścieźka na deskę, a deska na zupę pomidorową i juźwszystko gra, a resztę dopowiedzcie sobie sami.
Posiadłem moc przemieszczania się przez telefon. Dzwoniłem
gdzieś, skakałem tam, czekałem na kolejną rozmowę i tak w kółko. Tyle dawał mi guziczek, za to węźyk zapewniał mi
niewidzialność. A telewizor stanowił odpowiednie tło. Dostałemsię w ten sposób m. in. do redakcji Tygodnika Powszechnego.
Udało mi się nawet zmienić treść paru artykułów. Kupiłem sobiebudyń czekoladowy i tylko czekałem na sposobność, źeby go
ugotować i, kurwa, zjeść!
Popatrz: zastanawiamy się, czy wybrać róźowy, czy zielony kolor,zmieniamy 3 razy dziennie bieliznę. Tymczasem połowa ludzkości
głoduje, podczas gdy źywność produkowana na ich ziemi,sprzedawana jest za bezcen za granicę, a pieniądze wypłacane w
postaci niewiarygodnie niskich pensji. Nazywa się to wolnymrynkiem, a przecieź ci ludzie są tak naprawdę niewolnikami
pracującymi i umierającymi po to, aby bogata północ mogłachorować z dobrobytu. Czemu nie podzielimy się z nimi?
Wyszłoby to na dobre obu stronom.
Na wakacje pojechałem do Hiszpanii. Kocham cię, zobaczymy,ostrze się przesuwa. Nie mogłem spać, och czy to słońce nie
przestanie świecić w moich oczach. Jest gorąco jak w ogniu,śnią nam się straszne dni: moja sypialnia, nasz pokój, w
płomieniach. Strzelałem pośród tych płomieni, ale jakoś źadnerozwiązanie nie objawiło się moim uszom. Chcieli strzelać w
bazie, poczekaj, moźe tym razem to jeszcze nie ty. Dziś, jutro,ty, ja, moźe dziś w nocy odrąbię kawałek okna i zalepię dziurę
gorącym oddechem. Doprawdy, nie wiem co tutaj się działopoprzedniego ranka. W nagrodę moźna wygrać czarną głowę
voo-doo, Carlos jest za kratkami, dlaczego??? Tutaj nie mamiejsca dla ludzi otwartych, śmierć ponoszą owady, to był po
prostu straszny sen, co za okropność.
Wieczorem lubił chodzić po ulicy, kiedy był mały. Tak byłwychowany, pamiętam. A teraz, kiedy po szkole koledzy z
Dzielnicy Szczurów wołali go, nie miał ochoty wracać do domu. Arudy Józek mówił:
- Mały, a taki chmurny. Jak samolot.
Carlosowi podobała się jego fryzura. Postanowili razem hodować
kota. Kot miał na imię Burek i miał mieszkać w szkolnymakwarium. Carlos i Józek, jeszcze w czasach, kiedy lubili
wygrzewać się na ławeczkach przed szkołą, zaczęli zbieraćpieniądze. Trudno powiedzieć, jak oni to robili. W kaźdym
razie kot był niebiesko-zielony i nie chciał mieszkać wakwarium. Był w szkole nauczyciel, który wynalazł sposób
zamknięcia go w tym pudle. Był teź mały Feluś, który współczułBurkowi i bardzo płakał. Ktoś wpadł na pomysł, źeby Felusiowi
zbudować krzesełko, źeby mógł siedzieć tak i płakać. Nie byłemtam, ale chętnie zamieniłbym wszystkie moje zabawki na tego kota.
We wpływowym lokalu w mega-mieście odbył się bal charytatywny,
sponsorowany przez lokalnych mafiosów. Cóź z tego, skoro nabalu pojawił się i tak Pan Szczur z Kosmosu, którego poznałem
jeszcze tamtego lata, u siebie w chatce. Tamtego roku, wsierpniu, całe niebo usłane było uciekającymi w kierunku czubka
galaktyki ognikami. To był dobry czas na podróźe w tym stylu. Odwróciłem się. Miałem jeszcze dziesięć minut drogi, źeby
znaleźć się w pachnącej, róźowej łazience wraz z moją miłąprzyjaciółką.
Często musiałem zamykać Burka w piwnicy. Zimno, ranek, a psie
sny nie chcą przychodzić. Srebro zdobi szyby, a noski drźą iwilgotnieją nawet bardziej niź zwykle. Odwracam się z boku na
bok. Powinienem jednak otworzyć drzwi, wkroczyć w poranną mgłę,postawić kroki na betonowych płytach, na których stoi osiedle,
pogrąźone jeszcze w głębokim śnie. Po południu przyjechaliznajomi i zrobili przedstawienie dla wszystkich psów
(kukiełkowe). Główna bohaterka, księźniczka, tak się spodobała,źe została rozszarpana na drobne szmatki. Bernadeta płakała,
musiałem ją pocieszać. Nad tą kukiełką pracowała podobno 5 lat. W sumie, to nie wiem czy to moźliwe...
Wczoraj zabiliście tysiące z nich w Algierii, a dzisiaj jakaś
kiełbasa na sznurku, wygląda jak głowa Carlosa. Czemu tozrobiliście??? W końcu dzisiaj jest karnawał, duźo mięsa,
święto, na ulicy zabawne piosenki, ale dotyczące odwiecznychproblemów całych pokoleń spragnionych spokoju ludzi. Ciemno w
tym mieszkaniu, ale to nie ta ciemność przeraźa ciebie i mnie. Nas przeraźają lata upału, lata gorącej krwi. Całe miasto
walczy, obwieszone szmatami, czy wyprowadzili twojego brata narzeź??? Twoją matkę teź zaprowadzą na szubiennicę, ta pałka
jest prawdziwa, powiedz im nie!
Pewnego dnia po szkole, Carlos jak zwykle odtrącił propozycjekolegów i wyruszył na górkę w poszukiwaniu jedzenia dla kota.
Trochę się zasapał, ale górka była juź blisko. Trudno mipowiedzieć, jak to później było, w kaźdym razie dowiedział się,
jak wyglądają twory, które moźna nazwać kuleczkami Bogów, lubkropeczkami. Taka kropeczka w kolorze niebieskim pozostała juź
z Carlosem do końca źycia. Nigdy mi jej nie pokazał, a jednakczułem jej wpływ.
Światło mieszało się z chłodem. Usiadłem, źeby popatrzeć, ale
się zamyśliłem:
1. Skąd wziąć kredki w kolorze słońca?
2. Jak je juź znajdę, to czym je podpalić?
Wiedziałem, źe Tomek, po przeczytaniu, kładł wszystkie papierymiędzy gazety przeznaczone na podpałkę. Wiedziałem: nie mogę
się spóźnić! Wyglądało na to, źe uraziłem Bernatkę. Kiedyposzedłem z nią wtedy do kina, byłem roztargniony. Dręczył mnie
paradoks. Posunąłem się za daleko i dlatego wymacałem wpop-cornie karteczkę. Gdybym ją przeczytał, być moźe dziś
miałbym pieniądze, samochód i perspektywy na postęp w mojejmisji. Bernadeta opuściła mnie.
Zszedłem tylko raz na dół z chłopcami w Dzielnicy Sczurów. To,
czego się dowiedziałem, wystarczyło by uratować wszechświat. Najpierw minęliśmy spokojnego staruszka z dziwnymi policzkami,
który mnie zawsze niepokoił, gdy patrzyłem na niego z okienmojej dzielnicy. Teraz dowiedziałem się, źe nie ma on źadnej
władzy, pełni tylko Mylącą Słuźbę. Głęboko, 12 pięter podziemią stały olbrzymie bębny, w które walono cały czas od 2
wojny światowej, źeby utrzymać równowagę w świecie. Niezdziwiło mnie spotkanie z prawdziwym szefem mafii (czyli nie
Alexem). A na koniec, w windze znalazłem guziczek, którego takdługo szukałem. To mi się spodobało!
Idę naprzód, nie pamiętam juź dokładnie, po co. Na niebie
pojawia się zegar tłoczący czas spiźowym sercem. Jestem napustyni, to juź niedaleko?
Zagadkowa postać tancerza symbolizowała śmierć. Wąź
symbolizował dobro, a miejsce, w którym się znajdował, zostałowybrane przez ufoludki. To tu odsyłano szpiegów amerykańskich.
Tutaj takźe szpak Mateusz wymyślił swoją pierwszą piosenkę:
skoro wstaję co dnia
wsiadam w autobus i
znowu jadę po pięć-
dziesiątej ósmej ulicy
moje serce leźy tu
i nasącza grunt do dna
widzę, co we mnie jest...
nie zabierzesz mnie stąd?
bym poznał inny świat
czemu nie zrobisz tego?
Dzwony śmierci zadzwoniły znowu, siedziałem wtedy w areszcie. Wiem, co ludzie mówią: "powieszą wreszcie tych diabłów!" Mam
nadzieję usłyszeć jeszcze dobre słowa z twojej strony i będę oto walczył. Czy opisywałem wam to uczucie zimnego potu, kałuźę
krwi w hotelu Monbar??? Nie, to jeszcze dzieci, ale i one mogąkiedyś stanąć z nimi twarzą w twarz i śmiać się śmiechem
czerwonego słońca, które nie chce iść spać w mojej głowie,dopóki nie zobaczę głów, ciał, rąk, w czerwonej mazi. Tak!
Tego pragnę, póki starczy źycia we mnie. Ha, ha, ha! Zabierzmynaszą własność, zabierzmy to czego pragniemy, nie wierzmy w
obietnice bezmózgich tyranów. Posłuchajcie Carlosa, on zawszemówił o bitwach, których nie ma jeszcze na mapach.
Na wakacje pojechaliśmy do Zalesia. Tam zawsze moźna było
znaleźć odpowiednie drzewo, tzn. takie, które dało się objąćwzrokiem bez potrzeby ruszania głową. Wszedłem pierwszy do tej
chaty. W chacie mieszkają kobiety. Obiecują mi nowe ubranie,ale ja chcę je teraz! Teraz! Na obiad! Zaczynam poruszać się
po domu w poszukiwaniu ubrania, odwiedzając coraz to nowepomieszczenia, których jest o wiele więcej niź przypuszczałam.
W jednym pokoju jest pełno ubrań dziecięcych. Jest to pokójkobiety, która zdaje się mieć swój sekret, który pragnie ukryć
przed pozostałymi. Ona przyrzeka mi pomóc, jeśli i ja jejpomogę. Przystaję na to. Wychodzimy na dwór. W pełnym słońcu
siedzi sobie szpak Mateusz. Nie wiem teraz, czy jechać donaszego baru, być moźe jest zbyt późno. Ale moźe Ludwik siedzi
tam jeszcze? Nie powinienem o tym mówić, ale on bardzo lubinapoje wyskokowe. Kiedy Janet i Bernadeta spotykają się raz na
pół roku, zamykają się w pokoju. Doprawdy nie wiem co tamrobią. Jestem tylko obserwatorem, to znaczy czuję się nim.
Niebieska sala, w której znaleźliśmy się symbolizuje pola
usłane kukurydzą. Jestem zwolennikiem karmienia zwierzątsałatą, jednak niewiele dotychczas zrobiono w tej dziedzinie.
Kobieta, której postanowiłem pomóc, nie słucha mnie tylkozajmuje się np. praniem pieluch dla dziecka. Nie spytałem ile
ma lat. Po co mi to, w końcu jestem prywatnym detektywem.
Młoda kobieta mieszkała tu od 30 lat. Miała dziwne imię na B.,które brzmiało o wiele z pretensjonalnie, jak na jej sytuację,
wygląd, itd. Sąsiedzi jednak nie zwracali na to uwagi, gdyźcałymi dniami dopasowywali kolory swoich domostw do meandrów
swoich osobowości. Czasem gonił ją śmiech włóczykija. Trudnoby było wymyśleć coś bardziej gorzkiego niź ten śmiech. Nie
było to wcale przyjemne, ale kobieta nie miała wyboru i chybawyszło jej to na dobre. Wiele dobrych rzeczy zaczęła robić,
źeby odegnać ten śmiech. Na górze stało radio. Nie odwaźyłasię go nigdy wyłączyć, była to pamiątka po męźu. Jej mąź został
włóczykijem, źeby zobaczyć na pustyni węźa, wyjechał i umarł 10lat temu. Radio umilkło.
Pragniemy źyć, więc musimy zabijać. Nie razi nas to. Jednak
wieczorne chwile przedłuźają się, aź w końcu moźemy zatrzymaćsię, jak zrobili to tancerze. Ich głosiki opowiadają ludziom o
tym ,co naleźy robić, źeby źycie nie stało się punktem. Wystarczy włączyć telewizor, poczytać prasę, posłuchać radia,
iść do kina. Moźna teź wybrać się na spotkanie z jakimś znanympolitykiem.
W barze. Zbliźyła się chwiejnym krokiem. Usiadła, czułem
oddech. Wieczorny kostium kojarzył mi się z Panem Szczurem zKosmosu (którego poznałem w chatce Bernadety).
- Słuchaj, nie gniewaj się - mówiła powoli, z wyreźyserowanym
lekcewaźeniem - nie chciałabym... - urwała. Odwróciła powoligłowę. Bardzo powoli, jakby pod wpływem niewidocznego przymusu.
- Popatrz, nie będę się z tobą bawił w ciuciubabkę... -
zamarłem, gdyź wydało mi się, źe nie jest w stanie mnie słuchać. Dziwne odgłosy wydobywały się z jej ust. Wyszedłem z baru i
pomknąłem na wieś, do domu.
Ten Alex robił i robił. "Po ciuchy, po to, staliśmy przed bramąi, wiesz, pieszo. No i pytam się, czy mogę wjechać. I ona
mówi: nie ma sprawy, tyle pan robił, i mówi: oddałam kurtkę,moźe pan odejść. " - tyle udało mi się podsłuchać.
Znowu go widziała, kiedy uchylała podwoje powiek. Mogła go
dostrzec, jako ciemny kształt za oknem. Wysiesiła w drzwiachkukłę zrobioną ze słomy i koralików. Na drugi dzień na drzwiach
ktoś napisał kilka wersów, pozornie jednak nie związanych ztreścią tej ksiąźki. Kiedy nadeszły jesienne słoty, trzeba było
zrobić porządki w spiźarni. Wtedy okazało się, źe jak przedtrzema laty, spiźarnia została zamieszkana przez kilku
pomniejszych bogów.
- Ratunku! - wyli - Co to jest? Jeszcze nie widzieliśmy czegośtak ohydnego! - chodziło oczywiście o człowieka, którego
zobaczyli. Bernadeta zadzwoniła do telewizji i kazałaprzyjechać krecikowi z dobranocki, razem ze swoją przyjaciółką
myszką. Juź oni tam się dogadają z tymi maszkarami. Na dodatekprzyszedł list od przyjaciela źołnierza, w którym źołnierz ten
zwierzał się co do swoich problemów z księźniczką i jejokiełznaniem.
Księźniczka była najprawdopodobniej córką czarownicy. Przecieź
tak były podobne! Carlos nie widział wtedy jeszcze księźniczki,ale zapamiętał dobrze wiedźmę. Na razie, siedział w chatce na
poddaszu, gdyź był to kolejny raz, kiedy opuścili go wszyscyprzyjaciele. Gdy tak siedział, postanowił zbudować duźą liczbę
małych kuleczek z tworzywa, które nie było jeszcze znane w owychczasach. Żołnierz jednak odkrył je i opatentował później, kiedy
juź został królem. Te kuleczki pozwoliły mu odegnać dzieci zdomu, co było konieczne, bo przecieź musiał się skupić na swojej
pracy, a miała się jeszcze wprowadzić tu księźniczka! Zamierzałmianowicie napisać powieść. Inna sprawa, źe, jak wiadomo, jej
nie napisał, ani nawet nie zaczął. A gdyby zachował wszystkiekuleczki, miałoby to moźe większą wartość niź planowane dzieło.
idę do pracy, tak samo jak wczoraj,
tysiąc myśli na drodze
tysiąc diabłów mam w teczce, i dobrze
przynajmniej nie pytaj mnie o nic...
w końcu zrobiłem, jak obiecałem:
Kazik ma buty, z nią wszystko skończone
radio gra nastawione na full
następny się otwiera widok stanu rzeczy
i takie samo jest wraźenie ogólne
i mamy znowu sezon na wypadki
i nawet pięty miała brudne jak zawsze
tylko ja znowu wkurwiony
tylko ja znowu ujebany
kurwa, nawet pisać mi się nie chce!
ona i ten jej pies, ale co z tego?
co do mnie mogę opowiedzieć pewną bajkę
było to dawno temu...
było to o księźycu, o dziadku,
który miał muszkę w zębach,
a jak jadł to nią sobie pomagał
i jeszcze księźyc pomagał mi w tej bajce,
ale brakuje mi go dzisiaj,
dopiero teraz to zauwaźyłem, ech, źycie
jak przyjedzie zima to się zakręcę,
będzie spokój
Słyszałem opowieść o małym chłopcu, który był jeszcze źywy.
Żołnierze umieścili go w ścianie chyba przez pomyłkę. Ichołowiane, egoistyczne główki nie mogły wymyślić lepszego
rozwiązania. Po południu, gdy bogowie milkną i słychać tylkosapanie, chłopiec wpadł na pomysł, źeby włoźyć palec do dziury w
ścianie i czekać co będzie. Wtedy usłyszał piękny śpiew,prawdopodobnie była to prawdziwa księźniczka z bajki. Na jego
palcu znalazł się mały guziczek, chyba czarodziejski. Przyszłyanioły i zabrały chłopca ze ściany. Siedzę teraz i nie chce mi
się nic specjalnie kombinować. Ale trzeba w końcu ruszyćnaprzód. Mógłbym teraz wpaść do Bernadety, pewnie wpadłbym, jak
śliwka w kompot. Poszedłbym tam, a tam siedzi jakieśtowarzystwo, z którym musiałbym spędzić cały wieczór! No, no!
Tego tylko mi brakowało. Warto jeszcze wspomnieć, źe przyśniłomi się raz, źe byłem młodą dziewczyną o przecudnej twarzy.
Zostałam zamordowana przez czarownika, albo inkwizytora, wkaźdym razie, przez złego starca. Oglądałam swój własny grób
pośrodku dziewiczego lasu, oświetlony wątłym światłem, zielony. Było to tak smutne, źe z trudem pomieściło to moje dziecinne
serce.
- Kelner! Przy automacie... - głos kelnerki zdawał się nieprzeszkadzać zbytnio profesorowi.
- Kelner! - rzekł z naciskiem profesor, jak gdyby obudził się z
długiego, gorączkowego snu.
- Profesor Smalcerz? A to mi niespodzianka - głos byłfircykowaty i nie zwiastował zbliźającego się rozstrzygnięcia.
Jednak zęby profesorowej drgały nerwowo. Wtedy znad stolikadobiegł głos, o którym woleliby zapomnieć:
- Przepraszam... Chciałbym tylko zadać jedno... hm... pytanie.
Czy nie podejrzewa pani przypadkiem, źe... nie chciałbym nicsugerować... źe jest on w rzeczywistości człowiekiem Rzeźni?
Że jego ogród przypomina jego krzaczaste naczynia krwionośne, aw sadzawce pluska ciepły rosół?!!!
Przy kontuarze grupa stałych bywalców grała w kasyno.
Wtórowała im gruba Fela.
- Trzy bez kropki - rozległo się i bum! Ludwik nie odwaźył sięprzestać mówić. Profesor ocenił go ostatecznie i zdziwił się,
bo nie było w nim nic, czego by się mógł spodziewać takispecjalista jak on. Cóź było robić?
- Był w tym elment retuszu, tandety jakiejś. Jak ktoś wyrabia
meble w domu, to i będą mu ludzie narzekać, ale on powinienwtedy mieć własne zdanie. Powiem ci, źe nie widziałem jeszcze
stolarza, który rozpłakałby się nad byle deszczułką. Rozpłakałsię, ci mówię, niebieskimi łzami. Siedział w kącie, a ja
myślałem, źe wsadzę sobie tą łubiankę z truskawkami do kieszeniz zakłopotania.
Jest czas, źe człowiek potrzebuje spokoju. Teraz jednak nie
mogłem się tym zadowolić. Wieczorem byłem w knajpie. Siedziałotam jakieś towarzystwo księźniczki:
- Stary, my juź planowaliśmy opuścić ten lokal. Dobrze, źe się
znalazłeś. Zatrzymał nas barman. Jest to dobry człowiek.
- Co rozumiesz przez dobry?! A w ogóle to przecieź ty... tydraniu! - wrzasnąłem. On oddalił się i szybko znikł w tłumie.
Na ladzie paliła się senna lampka, było to jedyne światło wpomieszczeniu. "I tak to wszystko jedno", pomyślałem, "zawsze
tak robią: udają przyjaciół, a potem sprawnie się kryją, aotoczenie im sprzyja. Czemu przyszło mi być Lukiem Skywalkerem
motocyklowych szaleństw naszego wieku?"
Zbliźyła się do mnie. Usiadła, czułem oddech. Wieczornykostium kojarzył mi się z...
- Słuchaj, nie gniewaj się - mówiła powoli, z wyreźyserowanym
lekcewaźeniem - nie chciałabym... - urwała. Odwróciła powoligłowę. Bardzo powoli, jakby pod wpływem niewidocznego przymusu.
- No dobrze, czekam na wyjaśnienia - moja kurtuazyjność raziła
mnie aź do wyrzygu - Myślę, źe nie mamy juź powodów by odkładaćtą rozmowę na później.
był raz pewien rycerz, który
zabrał ze sobą na wojnę babcię,
zabrał ją w daleki świat, na koniku,
babcia teraz mu mówi na starość:
przez ciebie mam trochę światła w głowie,
gdyź ta dziura nie zrasta się
ta dziura nie zrastała się!!!
cóź tu zrobić?, myśli rycerz
ha, dzielny rycerzu, moźesz z nią zrobić,
co tylko zechcesz, pomyśl sam,
dramat wojny się skończył,
a ty źyjesz i moźesz nas przestrzec
przy ksiąźce, przy kominku, marzymy
o dalekich krajach, bitwach...
czy jednak myślimy, czasem,
skąd autor czerpał swe myśli?
główną ideą naszego pokolenia jest praca,
czy myśli te moźna nazwać pracą?
kaźdego dnia widzę to w pełni:
odkręcam kran, cieszę się,
jem, śpię, uczę się i myję,
siedzę, pracuję, nic nie robię,
w kaźdym razie,
to juź inna opowieść
Mieliśmy długie włosy i wygrzewaliśmy się na rozległych łąkach,
podczas gdy nasze umysły dryfowały pośrodku nieba, złączone wkolumnę podpierającą słońce. Bogowie coraz rzadziej rozmawiali
z nami, gdyź byli zajęci formowaniem piany ogrzewającej w swoichpozaziemskich domostwach. Spodziewano się nowej zimy atomowej,
ale my dowiedzieliśmy się o tym kilkadziesiąt lat później.
Wieczorem jak zwykle kłopoty. Biegłam przez korytarze,połączone mostem, w kształcie litery H. Za kaźdym razem, kiedy
zdawało mi się, źe to juź koniec tej ksiąźki, zza rogu wybiegałczarny koń i próbował chwycić mnie za kołnierz. Wyjechałam
potem na wieś, aby spróbować tej metody. Brałam szczękę końską,garść bieluniu, sęk, cudaka z drewna i zakopywałam to pod
progiem pierwszego napotkanego domostwa.
W tym miasteczku, w stylu retro, odbyła się wkrótce seriasamobójstw. Przyjeźdźa sławny szeryf Kłapouchy i kłania się
damom. Czy to nie one jednak pójdą spać tej nocy po spoźyciukieliszka cyjanku? Tego nie wie nasz szeryf. A to się krawiec
powiesił, a to majster się zamknął w pokoju i nikogo niewpuszcza. A wszystko to jest opisane we wznowionej w latach
pięćdziesiątych ksiąźce z XVIII wieku, wydanej tak samo, zzielonymi ramkami na stronach i z ilustracjami na 3/4 strony.
Ta ksiąźka oźywa w moich rękach i tworzy jakby film. Cojeszcze? Są panienki w białych, koronkowych sukniach, chyba
mdleją. Jakaś kobieta, starsza chuda pani, ma zapaść po śmiercimęźa. Leźy na łóźku, a ja uczę ją oddychać. Oddycha jednak
szczątkowo i zupełnie nie moźe złapać tchu. Idę przez ulicę. Pan z mikrofonem:
- Właśnie wygrała pani główną nagrodę!!! - wręcza mi 2 wielkie
10-złotówki.
Myślę, źe moźna juź skończyć. Szpak Mateusz nie wyzdrowiał,umarł 2 godziny później, a wąź wije się tam pewnie do dziś,
tylko kto wie, gdzie to jest?