| EPILOG |
| Jan Riesenkampf |
|
W uszach dogorywał dźwięk poloneza chwytał za gardło rozgwieźdźony mróz Gdy brakło patronów naprzód wiara iść przytomnie Tylko wara po mnie płakać Sam wolny czyniłem i włościan wolnymi Teraz Bóg i Bonaparte Biała Zosia z uśmiechem szła przez Berezynę Jeszcze krok ani kroku skamieniały nurt I białej Zosi ołowiany pocałunek Horyzont wyciął hyccla gdy się ustatkował Co było? Sam zobaczysz, kiedy teź tam pójdziesz W dzień szyłam, teraz pruję czarną suknię - modna Gwiazda Polarna złoci strzechy Soplicowa |