Smutek, smutek   


   3M Podleś   



Krogaz dłubał w oku. Palec pieścił nerwy, wpijał się w źrenicę.Im bardziej paznokieć wnikał w strukturę wewnętrzną oka, tym
bardziej zamazywał się obraz.
Oko, oko - powiedział Krogaz. W tle, nauczycielka Irkena Bobsprawdzała listę obecności. Nie dłubała co prawda w oku, ale jej
palec takźe był zajęty-przesuwał się po nazwiskach.
Wojtek Huf i Bromba Alicja - wyrzęziła Irkena.
Pierdolą się nad rzeką, proszę pani - powiedział Krogaz. Irkenazatrzepotała rękami.
Co, jak, mówiłeś Krogaz?
Nad rzeką się pierdolą. O, niech pani podejdzie - zachęcił
Krogaz. Irkena wstała odruchowo. - O, widzi pani tę studzienkę?Oni tam aborty wrzucają. Tam od chuja wyskrobanych leźy.
Gdzie, gdzie? - zadrźała Irkena. Ale Krogaz nie odpowiedział.
Oko wypadło mu z cichym plaśnięciem, brudząc krwią ławkę. Byłoto juź w tym tygodniu, trzecie oko.
* * *
W domu Krogaz zdołał w krótkim czasie, zebrać całą kolekcję
szczątków. W drewnianym pudełeczku leźały palce, w słoiku -zalane formaliną uszy. Włosy łatwo dawało się przykleić do
specjalnie spreparowanego klasera. Przy kaźdej części ciaławidniała karteczka z dniem, miesiącem i rokiem w którym część
odpadła. Krogaz wpisywał jeszcze literę "K", źeby było wiadomo,do kogo części naleźały.
Jak dobrze pójdzie, to będzie i oko. - mawiał Krogaz, nawiązując
do słynnych historyjek obrazkowych Ra-V ała M i Hansa Deska.Czasem, patrząc na kolekcję, powiększającą się kaźdego dnia o
nowy nabytek, milczał. Nie miał nic do dodania.
* * *
Ale, jednak to męźczyzna gites.
Tak, gites męźczyzna, bardzo dobry.
Tak mawiały o Krogazie koleźanki z ławy szkolnej, chcąc dostać wprzyszłości pewną szczególną część Krogaza. Zniesmaczony Krogaz
wydłubywał wówczas miód z ucha numer 8 i rzucał go im w twarze.Kobiety smuciły się, a Krogaz wyraźnie weselał.
Wam nigdy nic nie odpadnie. - cieszył się Krogaz, pewien swojej
wyźszości nad kobietami. - Ja to co innego.
A pępowina? - pytały kobiety.
Pępowina się nie liczy. - stwierdzał Krogaz.
* * *
Wiosną, Krogaz skacząc na jedynej nodze, dotarł nad rzekę. Jakzwykle, dobiegały znad niej jęki i stękania. Krogaz przyczaił
się, podglądając kopulujących Wojtka Hufa i Brombę Alicję.Wojtek stękał i pluł, a Alicja parskała jak koń. Wychudzeni i
brudni, oddawali się ulubionej czynności mniej więcej od roku, oczym świadczyła wyźarta dookoła trawa i ekstrementy walające się
obok spoconych ciał.
Hej, jak wam idzie? - spytał Krogaz. Huf spojrzał na niegobłędnym wzrokiem i zadrźał po raz 8786, osiągając szczyt.
Ssssspierdalaj! - wyjęczał, zaczynając od początku. Ze
studzienki stojącej nieopodal, dobiegały odgłosy kwilenia.
Wiosna w pełnym toku - zaźartował Krogaz i wypluł język. - Aee,aee, aa. - dodał ze smutkiem, patrząc na waźny organ.
* * *
Po stracie języka, wszystko uległo diametralnej zmianie. Krogaz,
z braku innych pomysłów, zaczął opracowywać systemporozumiewania się za pomocą mlaskania wargami i samogłosek. Nie
było nikogo, kogo by to interesowało, ludzie odsuwali się odmlaszczącej i chrząkającej kreatury, smutek pogłębiał się.
Jedynie dziadek Bronisław miał coś do powiedzenia.
No, Krogazku, mogiem zrobić z ciebie hulajnogę. I co ti na to?
Eaaa, ćlap, ćpal. - wyjęczał i zamlaskał Krogaz. Dziadekwzruszył ramionami i odszedł.
Zaczął się naprawdę cięźki okres. Po turlającym się kadłubku,
przyszedł czas na nibyglowę - bez oczu, nosa, włosów, brwi iuszu. Gdy odpadły i wargi, została tylko myśląca kula, pełna
dziur. Kula, miała bardzo smutny wyraz kuli. Krogaznajwidoczniej cierpiał i nawet próbowano to sprawdzić, za pomocą
czujników elektrycznych podłączonych do zlasowanego mózgu.Okazało się jednak, źe oprócz dziwnych szumów, niczego nie moźna
ustalić. Krogaz otrzymał nazwę "Osobliwość", rodzina spakowała,to co zostało do małej trumienki i zakopała. Została tylko kula,
umieszczona w szklanej gablotce. Z czasem, ludzie zaczęlizastanawiać się nad jej dziwnym kształtem i sklonowali ją w
laboratoriach utrwalając i utwierdzając specjalnym materiałem.
To wszystko działo się bardzo dawno temu, ale bez wątpienia jestto sam początek, popularnej i u nas, gry w kręgle.