| FLINTUFLIADA |
| Kazik Malinowski |
|
Mili moi, moi mili, jak napewno o tym wiecie Róźne koty są na świecie Persy miękkie jak poduszka Co nie schodzą nigdy z łóźka I syjamce modrookie - kocia to arystokracja Nigdy nigdzie się nie śpieszą jakby ciągle na wakacjach Są teź koty całkiem duźe, jak ocelot, ryś czy puma I mieszkańcy bajek, znacie: Kota w Butach, Pazur Bluma Wszystkie one są wąsate, wszystkim świecą w nocy oczy A futera ich kosmate są mięciutkie i łaskoczą Koty wszelkiej maści lubią się przeciągać w blasku słonka To obyczaj dobr takźe mości pana Flintuflonka Chociaź kotów źyją krocie Posłuchajcie o tym właśnie kocie Pomyślicie moźe źe to bajka On w kosmosie wcześniej był niź słynna Łajka Wystrzelili go Sowieci na orbitę Tu Bajkonur, jak ci leci kocie? W pytę! Co tam widzisz? Mleczną drogę, gwiazda jak ziarna A na lewo od księźyca dziura czarna Coś w niej szurga, aleź to są myszy Wyskakuję w przestrzeń, czy ktoś słyszy? Usłyszeli tylko szumy w Bajkonuze I myśleli, źe juź po naszym kocurze On zaś dał w tę dziurę nura Wiecie czym mysz dla kocura Wtem nadleciał statek z Marsa Juź się w dramat zmienia farsa W statku srodzy są Marsjanie Zjemy kota na śniadanie Jak skończyła się przygoda ta Posłuchajcie ale cicho sza Juź nie w głowie kocurowi srebrne myszy Bo za sobą groźne krzyki Marsjan słyszy Kłusowniku masz juź przechlapane Chciałeś łapać nasze myszy hodowlane? I schwytali Flintuflonka i go zlali Farbą, potem w innej pędzel unurzali Choć im wrzeszczał, źe chce zostać czarny Oni na to - milcz kocurze marny A musicie wiedzieć, źe Marsjanie To smakosze dziwni niesłychanie Zamiast jadło swe przyprawiać przyprawami Jak pisanki je malują kolorami Zaś smakuje im najbardziej to Co wygląda całkiem pstro Juź nie czarny nasz nieborak a pomarańczowy W róźowe pręgi od ogona do głowy Tylko uszu czerń zdołał ocalić Bo go malując za uszy trzymali Marsjanom cieknie juź zielona ślina Flintuflon naprawdę bać się zaczyna Na Marsjan łakomych trwoźnym patrzy okiem Juź go poźerają - lecz na szczęście wzrokiem Mlaszczą, postękują, robią błogie miny Wytrzeszczając gały na danie z kociny Gdy się napatrzyli, klepią się po brzuchach Gęby im się śmieją od ucha do ucha Jeden pierdnął, drugi ziewnął, a trzeci przysypia Juź się zamykają ich naźarte ślipia Teraz nasz bohater cudem ocalony Przeskakuje cichcem marsjańskie ogony Ich przylgi, wypustki i czułki i rogi Jakieś ni to lapy, coś jak gdyby rogi Ich brzuchy przejrzyste jak ciało meduzy Dotarł bezszelestnie do wyjściowej śluzy Tak mu dziwnie lekko jakoś, rad jest źe ocalił kości Ale moźe to dlatego, źe był w stanie niewaźkości I do swojej rakiety w te pędy on wieje Tu Bajkonur, odbiór, co teź tam się dzieje?! Kto to widział jak po płocie łazić po orbicie Jak wrócicie Flintuflonku, w łagrze posiedzicie Za dezercję i wagary nie unikniesz kocie kary Ledwie uciekł on od Marsjan, juź mu groźą źli Sowieci Czy to ładnie, czy to miło, same mi powiedzcie dzieci Bolszewikom chytrym uciec to niełatwe jest zadanie Bo rakieta ma lądować gdzieś na stepie w Kazachstanie Nie ma rady, choć niewprawny, włączył ręczne sterowanie W atmosferę wszedł nad Polską i miał miękkie lądowanie A nad Wisłą, jak to zwykle atmosfera gęsta była I lądownik z Flintuflonkiem tak co nieco przykurczyła W dźungli łąk, kto to idzie, czy biedronka to, czy stonka Róźowe z pomarańczowym? Toź to barwy Flintuflonka! Nim rozmiarów nabrał zwykłych, długo błąkał się po łące A rozkurczył się, gdy wzeszło nad ziołami złote słońce Potem pola, łąki, wioski zwiedzał Z zającami kolegował się po miedzach Zadomowił się Flintuflon w naszym kraju Bo jest piękna Polska, a szczególnie w maju II Co tu mamy za stworzonko proszę was Przez polany idzie i zielony las Obejrzyjcie je od wąsów do ogonka Poznajecie kota Flintuflonka? Sierść pomarańczową ma w róźowe pręgi Śmiały wzrok, a łapki silne jak obcęgi Jak spręźyna giętki, jak jaskółka szybki jest Niejednego kundla on przestraszył juź na fest Że ma dobre serce, kaźdy o tym wie Kaźdą mysz potrafi dopaść, lecz nie kaźdą zje Nawet szczury łapie, lecz nie skrzywdzi on skowronka Bo meloman z tego kota Flintuflonka Przy księźycu lubi wspinać się na drzewa By posłuchać jak przepięknie słowik śpiewa Taki przy tym zasłuchany, zamyślony Bywa zaśnie w gnieździe z pisklętami wrony Sam teź jakąś melodyjkę czasem nuci Wieś polubił i do miasta juź nie wróci W mieście nie ma tej swobody, w mieście małe są ogrody W mieście jest od ludzi gęsto, koty pod kołami giną gęsto Tak śpiewając, czuł, jak gdyby miał juź skrzydła Szedł przez chaszcze, a w krzaczorach były sidła Wlazł w nie śpiewający Flintuflonek I zacisnął wokół łapy się postronek Ani w przód, ani do tyłu, o rozpaczy Tak paskudnie się kot w sidła te zahaczył Łapa boli i drętwieje, juź Flintuflon się nie śmieje Szarpie, drapie, przegryźć próbuje Dzieci, kto go uratuje? Jakieś kroki słychać, czy kłusownik to, czy pies? Flintuflonek przeraźony jest Kto teź tam się w krzakach bystro rusza Moźe jednak jakaś dobra dusza I nie mylił się Flintuflon zaplątany Bo to Spucio chodził gmerać za źabami By je łapać i oglądać i wolno wypuszczać Krzywdy im nie robiąc, jak wolno przypuszczać Patrzy w krzakach, leźy pluszak, eee nie pluszak, bo się rusza Zaplątany biedak w sidłach leźy Własnym oczom Sput nie wierzy Kolor róźy i pomarańczy przed oczami mu zatańczył Wnet odplątał Spucio kota Ten "dziękuję" wymamrotał Znów uniknął Flintuś kaźni Teraz w sidłach jest przyjaźni Kocia łapa w Spucia dłoni Moi mili, na dziś koniec Bo stu nowych przygód pary tej Bym nie zdąźył opowiedzieć i w trzy noce Choć ciekawe są, źe hej Juź chowajcie się pod koce, wy berbecie Reszta bajki wam się przyśni, gdy zaśniecie. |