| - - - |
| Piotr Czerniawski |
|
Winston Tong, teoretycznie Chińczyk spoconym klaustrofobikiem wysiadł na parterze w bramie trąciwszy rozpięte kurwisko z cygarem jak czerczil. Poczochrał spojrzeniem tornado ulicy, nie, dziś nie załoźy uśmiechu, niech zostanie jak jest. Tak źe nawet nie zdąźył - na jego ramieniu usiadła planeta, zdjęła okulary, poprawiła kołnierz, strzepnęła biełomora szepcząc Patrz, wokół stóp ci się owijają aksamitne kałuźe i śmieją się z ciebie łyse dmuchawce Winstonie. Patrz jak rzęźącym krokiem, o topografię chodnika zupełnie nie dbając omija cię Matuzalek. Wybuchają telewizory, gasną petardy, on wciąź na krawędź niedosnu się wspina... Winston budzi się, kwitnie! |