Wielgunia Puźycka jest krawcową. Szyje ładne sukienki. Kiedyś
uszyła tak piękną, źe nie chciała jej sprzedać.
"Za źadne pieniądze!" krzyczała. A pieniedzy nie miałą.Rozpłakała się. Płakała bez przerwy przez trzy godziny i
dwanaście minut. Wszyscy ją w tym czasie zostawili: jej młodymąź, dwie stare koleźanki i właściciel mieszkania.
Wielgunia na bruk iść musiała. Musiała sobie nowe towarzystwo
znaleźć. W swoją cudną sukienkę się ubrała i wyszła.
Przed domem czekał tłum, lecz nikt nie zwracał na nią uwagi.Wszyscy patrzyli gdzieś w bok. A ona szła - tak piękna, tak
zwinna, tak w swojej sukni doskonała, źe aź ją coś ku niebuwyrywało i do świata radośnie się śmiała.