Jak ktoś komu skradziono złe sny
        
    
Eva Montana
        
W hołdzie Giorgio de Chirico
Pewnego dnia byliśmy sami i Jean, mój francuski przyjaciel
powiedział nagle "Chodźmy stąd" i zaprowadził mnie do pałacu
czarownic. Powiedział "Zostań tu", a ja... nie zobaczylam go
więcej. Usiadłam na alabastrowym postumencie i płacząc cicho i
ze złością poczułam nagle jak zegar przestaje bić i posąg zsuwa
się nagle miękko zwalniając postument, na którym siedziałam.
Przez łzy i włosy, które zsunęły mi się na czoło nie widziałam
go zbyt dobrze. Stał i przyglądał się pochodzniom zawieszonym na
ścianach. I lśnił. Cienie postaci przesuwały się wzdłuż ścian i
znikały w drzwiach Wielkiej Sali. - "Boisz się?" - zapytał...
Pewnego dnia byliśmy sami i Jean, mój francuski przyjaciel
powiedział nagle "Chodźmy stąd" i przyprowadził mnie tutaj.
Byłam posągiem. Byłam jak on. Weneckie lustra odbijały nasze
sylwetki. Miałam alabastrowe palce i przeźroczystą głowę.
Lśniłam a postacie, które zniknęły w ścianie Wielkiej Sali
śmiały się i drwiły.
Kiedy zajrzałam do wnętrza Wielsali, posągi otoczyły mnie
chichocząc. Pachniały źródlaną wodą i wiatrem. W oknach płonęły
ogniska. W niszy starcy grali na cytrach i odpoczywali pijąc
białe wino. Przejrzałam się w lustrze. Nie zobaczyłam niczego.
Powierzchnia lustra była gładka, a ja opierałam się o scianę, z
której z wolna wynurzały się inne posągi. W perłowych szatach
udarpowanych wokół smukłych torsów. W diamentowych klejnotach
lodowatych dłoni.
...spojrzenie posągu było błękitne, kiedy mi się przyglądał.
Czarownica w bieli wsunęła mi bransoletki na ręce i zniknęła w
ogniu białego ogniska.
"Boję się" - powiedział posąg i pomyślałam, że to ja właśnie
powinnam była to powiedzieć. Kiedy za oknami zgasło słońce,
nagle zaczęłam rozróżniać odcienie białych posągów. Jedne były
fiołkowe, ciepłe, delikatne i łagodne, inne - winogronowe,
niebieskie i chłodne. Starcy odstawili kubki z winem i zaczęli
grać na buzuki. Nagle wszyscy się odwrócili. Ktoś wszedł i nawet
błękitnooki posąg spojrzał na drzwi Wielsali. Podeszłam do okna
i usiadłam na marmurowym stoliku, tuż przy białym palenisku.
Cień stanął za mną. Muzyka ucichła. Wnoszono białe potrawy na
białych talerzach.
Czarownice tańczyły w sali obok i gwar wzmógł się. Chciałam się
bać. Chciałam poczuć lęk, ale nie potrafilam. Byłam posągiem.
Lśniłam. "Jesteś jak ktoś komu skradziono złe sny" - powiedział
cień, a ja wciąż się nie odwracałam. Nagle wszystko ucichło. A
za oknami w gęstym mroku białe paleniska dogasały. "Zatańcz z
nami" - powiedział cień. - "Nie". Czarownice przyglądały mi się
chichocząc. Dotknęłam szyby i szybko cofnęłam dłoń. Okno było
gorące, chociaż ogniska wygasły. Czułam dziwne drżenie w
koniuszkach palców. W opuszkach dłoni posągu.
Zapalono pochodnie. "Włóż rękę w ogień" - powiedział i ostrożnie
wsunął czubki moich palców w białe płomyki wyginające się
kapryśnie. Drżenie ustało. Palce posągów splotły się na moment i
ogień przesłonił je białym światłem.
Potem odzyskałam dłoń. Zapalono też inne światła. Szelest szat
powłóczystych i miękkich przesunął się obok mnie.
Zamknęłam oczy. "Jesteś posągiem" - usłyszałam i obudziłam się.
Byłam na cmentarzysku pogągów. Nie miałam odwagi się rozejrzeć.
Słyszałam głosy złodziei cmentarnych rozbijających kamienne
figury, słyszałam jęki spadających głów i krzyki rannych i
kaleczonych posągów. A potem nagle ogłuszający ból i straciłam
przytomność. Jak ktoś, komu skradziono złe sny. Zapomniałam o
wszystkim.