O tajemniczej dupie     




Oś obrotu kuli ziemskiej w ciągu tych dziesięciu tysięcy lat które dzielą ten czas od naszej ery nachyliła się, więc wieczory były długie, ciemne i bardzo nudne. Babcia gromadziła wokół siebie swoje małe wnuczki a wnuczki prosiły ją: Babciu, babuniu, opowiedz nam bajkę, opowiadaj! Nu, a którą dzieci, którą? Tą o tej tajemniczej dupci, babciu, tą o dupci. Więc o dupci - stara babcia kiwała siwą głową. Ale to właściwie była bardzo duża dupcia, więc można by powiedzieć nie dupcia ale ... Dupa! zawołały radośnie dzieci. Tajemnicza dupa. Opowiadaj babciu. Więc babcia przyciągała sobie podnóżek i zaczynała opowiadać:
Było to bardzo dawno temu, kiedy ludzie nie umieli jeszcze sami mówić, ani myśleć i musieli czekać aż przeczytają takie wielki żagle, nazywane gazetami. A kiedy je przeczytali, wtedy dopiero zaczynali mówić i mówili jeden drugiemu, co w tych gazetach było napisane. A jeśli ktoś komuś mówił coś, czego akurat w tych gazetach nie było, wtedy obaj rozglądali się wokół, czy nikt ich nie słucha. A jeśli któryś nigdy nie mówił nic, czego w gazetach nie było, a to co tam było mówił bardzo głośno i ciągle i ciągle, to miał najwięcej takich małych papierków nazywanych pieniędzmi, choć to żadne pieniądze nie były, tylko małe papierki. I te papierki zamieniał na rzeczy, takie jak kiełbasa albo telewizor albo kobiety albo inne rzeczy, w zależności od tego, ile tych papierków posiadał. Żyli również wtedy tacy biedni ludzie, którzy tych papierków właściwie nie posiadali, chodzili ubrani w takie grube, zielone ubrania, u wszystkich takie same. Na noc zamykali ich do takich bardzo smutnych domów a w dzień musieli cały czas chodzić w takich dziwnych szeregach i jeździć w śmierdzących stalowych pudłach z których nie było zupełnie nic widać. I przez cały dzień tacy debile z gwiazdkami na ramionach wrzeszczeli na nich a im nie wolno było się odezwać, tylko musieli stukać piętami i krzyczeć tylko jedno słowo: Wykonam! Wykonam! Wykonam!, a kiedy ci źli, wrzeszczący ludzie odchodzili, mówili inne słowa, ale te się w słownikach nie zachowały. Wieczory ci biedni ludzie spędzali w ciemnych kobkach, z których nie wolno im było wyjść, wspominali swoje ukochane i było im bardzo smutno.
Za miastem w którym mieszkali, w którym nie było żadnych innych domów, tylko te ich smutne cele, stała taka wielka góra, zupełnie goła. A wokół tej góry, zawsze w czasie pełni miesiąca gromadzili się ci wszyscy smutni ludzie i czekali. Patrzyli jak wschodził miesiąc a kiedy ten miesiąc jak rybie oko wsszedł, patrzyli w napięciu a miesiąc powoli szedł po niebie i świecił a oni patrzyli na niego i trzęśli się, jak byli napięci. A kiedy miesiąc zawędrował nad tą górę, przez ziemię przebiegło zachwianie, ze środka góry dobiegł wielki łoskot i ta góra rozwarła się, a ku niebu wysunęła się wielka dupa. I ten miesiąc w pełni spadł do tej dupy a wszyscy ci smutni ludzie zaczęli radośnie krzyczeć, wszyscy jak jeden mąż, tak że brzmiało to w tym całym smutnym mieście: "Jeszcze jeden miesiąc w dupie!". A ta dupa schowała się do góry, smutni ludzie odeszli do swojego smutnego miasta i znów byli smutni, aż za miesiąc znów przyszli pod tą górę w czasie pełni i znów pokazała się wielka dupa i miesiąc do niej spadł a oni znów wołali: "Jeszcze jeden miesiąc w dupie!" i płakali ze szczęścia. W sumie, moje dzieci, ta dupa musiała wyłonić się z tej góry osiemnaście razy, osiemnaście pełnych, złotych miesięcy musiało do niej wpaść, zanim ci smutni ludzie mogli odejść z tego smutnego miasta i być weseli.
Josef Skvorecky