Anna Żuchowska



a u t o r n a l e ż y d o
W R Z E S I E Ń







***


Skradnę Ci oddech
byś zamieszkał
uwięziony
w kleszczach
miłosnego pocałunku
opasany wstęgą nóg
zaplątany
w słowo Kocham
Skradnę ci oddech
byś mógł żyć


< # >

***


Po drugiej stronie naszych myśli
nadzy jak dzieci jesteśmy
niewinność
to ogród Eden w nas płynie
Po drugiej stronie naszych myśli
dalekość
to ogród Eden
nikt sięgnie marzeń
samotność
a rajska zwierzęcość
najlepszą kompanią
na błoniach


< # >

***


Żyję na skrawku papieru
przeżywając swą obcość
ulatam muzyką myśli
i czynów nieodwołalnie
przeszłych
w śmiesznej
zadumie
bez odpowiedzi
naprzeciw lustra


< # >

***

(osada rybacka)


gałęzie mi
z głowy umykają

śnię sen osady
w drewno zaklęta
po brzeg


< # >

***


wciąż niewymyślona
leżę na półce
mego łóżka
Otwarta i czysta
wyczuwam pożądliwe twe spojrzenie
Weź mnie
Nakreśl swą historię
Wklej
kleisty uczuć swych atrament
Wdrukuj duszę
Obłóż ramieniem troskliwym
Wydaj mnie jak najlepiej
"Do piekła, miast w podróż"

Dokąd zmierzamy
drążąc pustą jałową przestrzeń przyszłości
Czyżby nad przepaść wyobraźni
gdzie nie stać nas było
by zawrócić
prąd rzeki odwrócić
by własną dłonią
rzeźbić
rysy losu swego
najmilszego
prawda?

(...........................)

Tak, tam na krawędzi
sił by nie stało
oku strwożonemu znieść wizji
ręki cudzej
i noża
nad słojami zmarszczkami naszymi
w przymuszającym pochyleniu
rozkoszy najtańszych bolesnych
żądlących
Do piekła miast w podróż
nurt ślepców nas pcha
"Podróż we dwoje"

Zagłębiaj się w otchłań
duszy swojej
Czy zdolny jesteś
dosiąść wierzchowca
by wołającym głosom kapłanów
ulżyć
misterium uczynić
sobie przez ogień
duszę odrodzić
i skokiem ostatnim
wpłynąć w odmęt świtezia może
obcą krainę
rajem nieznanym zielonym
czystym mieszkańcom
pokłon złożyć
Lecz nie na długo tu nam bawić
czar nie pryśnie
znów zmienić się bratnim okrętem
na srebrnych falach
o żaglach wzdętych
na silnych rejach ramionach
ku Słońcu zachodzącemu
wiatr pchnie nas
ku lądowi nowemu
dziewicy
przez rafy podwodne choć
Tu rządzić kto stanie
znów może ręka Kaina
ach czemu tylko ludźmi
nie bogami jesteśmy
nie Słońcem
na wspólny taniec
splecione dłonie
a każde solo oklaski nie mniejsze

Słysz
mówi Głos do Ciebie
bogiem mnie sobie uznaj
wielbij oczekuj czci
To mroczny korytarz
liany pętlą na szyi
lecz skarb ukryty w głębi puszczy
Chodźmy
bez świateł i szeptu
Licho nie śpi
nie śpi
a czuwa przy drzewie świętym
przy dziupli sekretnej
a sowie ma oczy
a szpony jastrzębia

Spójrz: oto nóż
jedyny w tej krainie
drogocenne ma złote ma ostrze
Teraz możemy mieć władzę
nad życiem i śmiercią
Lecz cóż to
Ty bierzesz księgę zbutwiałą
i oczy ku księżycowi kierujesz
Odchodzisz
nocnym promieniem brodzisz
białe źrenice i sine palce
nie dotkną już
myśli moich

Nóż dzierżę
wysoki tron mnie nosi
na sąd poddanych wołać
zabiłam wszystkich
Wysoki tron mnie nosi
Słońce stanęło nad ziemią
Zachodu dokonać nie pragnie
lecz czekać płaczów żałobnych
przez wieki
Z tronu śpiewam
nad wrzosowiskami słodki zapach
W sosnę się zmieniłam
Włosy igliwie
ramiona konary
W swojej krainie zastygam szczęśliwie
samotna na wzgórzu
pień i korona
lizane słońcem
cóż mi więcej

Może kiedyś podczas błędnej wędrówki
zatrzymasz się pod drzewem
plecami oparty
by dzień pożegnać
ciałami wrośniemy w siebie
bez słowa