|
a u t o r n a l e ż y d o W R Z E S I E Ń |
|
*** Skradnę Ci oddech byś zamieszkał uwięziony w kleszczach miłosnego pocałunku opasany wstęgą nóg zaplątany w słowo Kocham Skradnę ci oddech byś mógł żyć |
|
*** Po drugiej stronie naszych myśli nadzy jak dzieci jesteśmy niewinność to ogród Eden w nas płynie Po drugiej stronie naszych myśli dalekość to ogród Eden nikt sięgnie marzeń samotność a rajska zwierzęcość najlepszą kompanią na błoniach |
|
*** Żyję na skrawku papieru przeżywając swą obcość ulatam muzyką myśli i czynów nieodwołalnie przeszłych w śmiesznej zadumie bez odpowiedzi naprzeciw lustra |
|
*** (osada rybacka) gałęzie mi z głowy umykają śnię sen osady w drewno zaklęta po brzeg |
|
*** wciąż niewymyślona leżę na półce mego łóżka Otwarta i czysta wyczuwam pożądliwe twe spojrzenie Weź mnie Nakreśl swą historię Wklej kleisty uczuć swych atrament Wdrukuj duszę Obłóż ramieniem troskliwym Wydaj mnie jak najlepiej "Do piekła, miast w podróż" Dokąd zmierzamy drążąc pustą jałową przestrzeń przyszłości Czyżby nad przepaść wyobraźni gdzie nie stać nas było by zawrócić prąd rzeki odwrócić by własną dłonią rzeźbić rysy losu swego najmilszego prawda? (...........................) Tak, tam na krawędzi sił by nie stało oku strwożonemu znieść wizji ręki cudzej i noża nad słojami zmarszczkami naszymi w przymuszającym pochyleniu rozkoszy najtańszych bolesnych żądlących Do piekła miast w podróż nurt ślepców nas pcha "Podróż we dwoje" Zagłębiaj się w otchłań duszy swojej Czy zdolny jesteś dosiąść wierzchowca by wołającym głosom kapłanów ulżyć misterium uczynić sobie przez ogień duszę odrodzić i skokiem ostatnim wpłynąć w odmęt świtezia może obcą krainę rajem nieznanym zielonym czystym mieszkańcom pokłon złożyć Lecz nie na długo tu nam bawić czar nie pryśnie znów zmienić się bratnim okrętem na srebrnych falach o żaglach wzdętych na silnych rejach ramionach ku Słońcu zachodzącemu wiatr pchnie nas ku lądowi nowemu dziewicy przez rafy podwodne choć Tu rządzić kto stanie znów może ręka Kaina ach czemu tylko ludźmi nie bogami jesteśmy nie Słońcem na wspólny taniec splecione dłonie a każde solo oklaski nie mniejsze Słysz mówi Głos do Ciebie bogiem mnie sobie uznaj wielbij oczekuj czci To mroczny korytarz liany pętlą na szyi lecz skarb ukryty w głębi puszczy Chodźmy bez świateł i szeptu Licho nie śpi nie śpi a czuwa przy drzewie świętym przy dziupli sekretnej a sowie ma oczy a szpony jastrzębia Spójrz: oto nóż jedyny w tej krainie drogocenne ma złote ma ostrze Teraz możemy mieć władzę nad życiem i śmiercią Lecz cóż to Ty bierzesz księgę zbutwiałą i oczy ku księżycowi kierujesz Odchodzisz nocnym promieniem brodzisz białe źrenice i sine palce nie dotkną już myśli moich Nóż dzierżę wysoki tron mnie nosi na sąd poddanych wołać zabiłam wszystkich Wysoki tron mnie nosi Słońce stanęło nad ziemią Zachodu dokonać nie pragnie lecz czekać płaczów żałobnych przez wieki Z tronu śpiewam nad wrzosowiskami słodki zapach W sosnę się zmieniłam Włosy igliwie ramiona konary W swojej krainie zastygam szczęśliwie samotna na wzgórzu pień i korona lizane słońcem cóż mi więcej Może kiedyś podczas błędnej wędrówki zatrzymasz się pod drzewem plecami oparty by dzień pożegnać ciałami wrośniemy w siebie bez słowa |