Aleksandra Perzyńska - Wyciszkiewicz



a u t o r n a l e ż y d o
W R Z E S I E Ń






GEMINI PROD. ul. Falista 22c / 11 81-331 Gdynia
Po pełny katalog produktów GEMINI należy przysłać znaczek z zaadresowaną kopertą.




"moja Golgoto..."



a kiedy znużona już będę
zawisnę...
będę tak wisieć zmęczona
i machać zimnymi nogami
aż dół wykopią głęboki
by zmieścić mnie
w tą ziemską kwaterę
kiedy tak skapnę jak wosk
na palec Boży...
wtedy runą chóry aniołów umarłych
ich trupy w naszym łóżku
i pot i krew i brud
i dzieci przeszyte dreszczem
wtedy utwierdź mnie
gdy zamknę okna moich oczu
długo błądziłam w Tobie
moja Golgoto
a gdy koniec był blisko...odszedłeś
żeby nie patrzeć...

Gdańsk 1995

--= @ = --

"niech się dzień żydowski święci..."


niech się dzień żydowski święci
niech zapalą świece
i ustawią w sieciach okien
niech skrzypek zagra
w izbie
gdzie tynk
w osłupieniu opada
na deskowaną podłogę
jednej drugiej izby
heblowaną dłońmi mężczyzn
szorowaną przez kobiety
o ramionach
złamanych cierpieniem
w czarnych oczach
z jednej izby do drugiej
gdzie za stół piątkowy
zasiadała rodzina
i obcy-bliscy
by wytargować u Najwyższego
gorsze jutro
gwiazdę na ramionach
krzyk kobiet
milczenie mężów
w czterech ścianach niepewnych
dnia ni godziny
z izby na strych
przesiąknięty czosnkiem i miodem
gdzie krew lała się
po schodach umęczonych
na które Bóg nigdy nie wstąpił
ich tu nie ma...
oni wciąż wracają Gdańsk 1994

--= @ = --

"antyczny świt"


rozdarte
strzępy świtu
jak stare
koronki
w długich sukniach
kobiet z przeszłością
cynkowe misy
z zimną wodą
i kwiaty
na parapetach
witrażowych okien
na ścianach
fotografie zastygłe
w sepiach
porcelanowe serca
i baletnice
na kominku
w kryształowych
zwierciadłach
zamarło wszystko
na zawsze
i tylko w powietrzu
odnajdziesz czasem
kurz i lawendę
o poranku... Gdańsk 1994

--= @ = --

"dla M."


mówisz do mnie kwiatami jabłoni
spadają na mnie z wysoka
gdy delikatnie układasz na mnie usta
jak aksamitne płatki białe
uwodzisz mnie jabłkowym zapachem
wysączonym z rozkrojonego wnętrza
sieci żył pod skórą
spijają zachłannie każdy twój dotyk
i ronią łzy czerwonej żywicy
wprost na ziemię umęczoną
u twoich stóp
przenikają w korzenie
i znów wykwitną w jabłoń
by do mnie powrócić
przez twoje usta
które ułożysz na mnie
w wielki bukiet kwietny
a kiedy będziesz spijał ze mnie ich smak
ich smak-zwiędną
upuszczą listki roztargnione
w twoich dłoniach
rozkwitną nieśmiertelne...

Gdańsk 1995

--= @ = --

* * *

utrzymać twoje słowa
to zdolność
ponad moje siły
wyrzucasz je
w górę
jak ptaki niepokorne
rwą się coraz wyżej
i nie chcą umierać
w klatce
moich spojrzeń gestów i zrozumienia .
chcę rozbić
wszystkie twoje słowa
na najmniejsze cząstki
zrozumieć co do mnie mówisz
wsunąć język w twoje gardło
tam gdzie się rodzą
by umrzeć rozbijając się o mnie
potem wślizgnę się głęboko
w twoje oczy
spojrzę na siebie z boku
chcę wyssać wszystkie twoje myśli
i znów je pogubić
przysiądę na twoich dłoniach
ogarnę siebie
wszystkimi twoimi zmysłami
zadam sobie tobą ból
i niemoc i uniesienie
w tobie. uchwycę chwilę
tę która będzie wieczna

--= @ = --

"Wyliczanka"

Kiedyś bawiłam się w dziecięce wyliczanka
raz.dwa. trzy
zawsze ktoś przegrywał
raz. dwa.
potem biegłam do domu
i zamiast ćwiczyć grę na skrzypcach
przymierzałam czarne pończochy mojej matki
i patrząc w lustro
myślałam że to sposób na życie
kiedy słyszałam kroki na schodach
w pośpiechu darłam pończochy
ścierając karminowe usta
pierwsze piekące policzki
podpowiadały jakie jest życie
raz.dwa.trzy
tylu nas odeszło
raz. dwa.kto następny ?

--= @ = --

"Śmierć"

śmierć
jest klepsydrą
w której zamknięci
sami przesypujemy piasek
jak u Boscha
na lewo na prawo
un face.
żłobimy hieroglify tuneli
na kamieniach ludzkich serc
jesteśmy Syzyfami
Tytanami stworzonymi
przez naszą cywilizację
dzieci Gligamesza
wulkany gorące
przez tysiące lat
to uśpione
to jątrzące rany
prosto z łona matki
nasze łzy twardnieją jak skała
nic nas nie ukoi.
droga do zbawienia jedna
poderżnąć gardło płaczliwej nadziei
starej zeszmaconej dziwce
choć już dawno zabita
nieskończoną impotencją Boga .