Jan Cezary Chłopecki














i
n
f
o
inf0 o autorze :
Jan C3zary Chł0pecki - 1979-1996 (lubŃE) urodził się w eleganck'ointeligenckiej rodzinie, z ojca i matki zrodzon, ma kota, chomika, szczura i chce mieć psa (na mózgoo), żyje z pioora (nowieta wypracowanie itd) pooblikował w piśmie dla grzecznych dziewczynek z dobrych rodzin, ma zamiar pooblikować w brUlionie, nagł0sie, Timesie, wróży sobie karierę Mickiewicza.


!!! WSTĘP !!!
Celem moich wierszy jest (NIE) zanódenie Czytelnika i nawiązania z nim jednostronnego kontaktu chociażby.
!!! KONIEC WSTEPU !!!





***


Jestem ślepym ogniem pośród nocy
biała gwiazda w biały dzień
czarna krecha na czarnym tle

Czerwona krwią na białym śniegu

--= @ = --

urywek


...i poszli zakopać pamięć
w groby zapomnienia,
czarne dziury niepamięci.

...i pamiętali o ogryzkach czasu
porzuconych w starych ruinach
niegdysiejszego śniegu grzechów.

....i stworzeni wielce
klęli w czarna dziurę zapomnienia.

--= @ = --

***


Jesteś dla mnie wyprutymi żyłami
jesteś dla mnie słoną łzą
rozbitym lustrem

jesteś dla mnie ostatnim oddechem.

--= @ = --

***


nie miej dziecku za złe
ze zniszczyło wazon
ile razy pęka serce
ile razy pęka wazon

--= @ = --

PUSTKA DNIA DZISIEJSZEGO


masz zmęczone oczy
a w nich pustkę
w której morskie fale litości
biją o brzeg

Piana miesza się z żalem
i promieniami słońca
złotem oblekającymi brzeg
twoje oczy błyszczą

--= @ = --

CZY BOISZ SIĘ


czy gdy zasypia słonce,
gasną gwiazdy, księżyc,
ten srebrny książe samotności,
zamyka swe srebrne oko,
ciemną chustką nocy
okrywa świat, a
jedyne światło stanowią
w tym chorym, brudnym mieście,
otwarte oczy bloków
z płonąca żarówką samotności
- boisz sie?

--= @ = --

KIEDYSIEJSZE CHOINKOWANIE

Emiili K.

kiedyś
-a było to dawno-
może nie tak dawno jak ci się wydaje
ale dawno

kiedyś
-lat temu wiele-
może tyle ile płyt ma chodnik
drabina szczebli
chata gwoździ
dach dachówek
chwila minut i tak dalej

kiedyś
na trawie w moim ogródku
rosło drzewo

miało sporo szyszek
i igieł

je pokochałem ale naszla mnie zima
śnieg się tedy bielił
a nie było choinki

--= @ = --

PEJZAŻ


na niebie świeci
wielki cyc słońca
z czerwoną kometą
w środku
brązowe ptaki
na baterie słoneczne
lecą nad centrum
naszego brudnego wieku

--= @ = --

@@@


kiedyś pływałem w gwiazdach
jak w wodzie, naprawdę
uczyłem się pływać w jeziorze
wyobraźni, teraz sam
chcę stanowić to jezioro;
mieć granice,
jakieś kąty,
zaokrąglenia,
blask,
połysk.
Teraz nawet lustro
mniej błyszczy niż ja.

--= @ = --

KOKONY


Jeszcze śniegi nie stopniały
A już kwiaty witają słońce:
Wyciągają twarze ku niemu,
Zbierają cieplejsze promienie.
patrzę w oczy przebiśniegowi;
On taki samotny na dnie nocy,
Ledwie się zbratał z zimą już
Kolejne nieznane wiosna.
I pęcznieją na gałęziach pączki
Pająk swą sieć pajęczą rozpina
Między palcami drzewa i rosa
Się skrapla na sznurkach
I otwierają się motyli srebrne
Kokony kokony

--= @ = --

***


Można zamienić markę
Na szczęście co jest jak rym

Bo kiedy tyle zła wokół
Gromadzi się jak węże w pieczarze
Chętne posiąść owoc zakazany
Chociaż na chwilę
Na jedną sekundę
Należy komuś oddać swe życie
Całego siebie

Chociaż w tej jednej ostatecznej sekundzie
W przestrzeni co jak mysz
Chowa się do jaskini twego serca

--= @ = --

***


Wtopię się w śnieg
I ze śniegiem
Spłynę do kanału zapomnienia
w rynsztoku czasu
W szczerym polu

W szczerym polu stałeś pajacu
Daleko od ludzkich gospodarstw
Rozłożonymi rękoma
Chciałeś otulić świat

W starej podartej koszuli
Dziurawym kapeluszu
Bosymi stopami
Na gołej ziemi
Trwałeś
- - - - - - - -
Mijały lata
Wrastałeś w ziemię
Głębiej i głębiej
Pod kwiaty

W końcu został tylko
Kapelusz

--= @ = --

***


Bose nogi
Oplatał zmierzch
Kłączami traw
I rosą

We włosy
Wplótł się wiatr
Podszywany
Niebieską nicią
Zazdrości

Ty stałaś u mego boku
Twoje włosy oplotły
Moją szyję

W tym krajobrazie
Zdusiłaś mnie swą
Miłością

--= @ = --

Pewny jestem

Jackowi Karolakowi

Pewny jestem godziny życia
I godziny śmierci, późnej
I wczesnej pory dnia. pewny
Jestem chwili szczęścia i chwili
Smutku, gwizdka policjanta
Na rondzie de' Gola
Czystych schodów i uśmiechu dozorczyni
Bloku w którym mieszkam
A nawet tego, że kawa na stole
Będzie jeszcze ciepła gdy
Wrócę z kiosku niosąc w ręce
Ciepłą jeszcze gazetę.

--= @ = --

***


Tu nikt nigdy nie płacze
Nie zalewa się łzami.
Nie gryzie drzewa zębami
Nie bije w ziemię pięściami.

Tu wszyscy zajęci swoimi sprawami
Zamknięci na innych, zamknięci na klucz,
Przybici do nich ciężkimi kajdanami,
Z zamkniętymi oczami, posłuszni złu.

Tu nikt nie zapłacze nad zwłokami ptaka,
Tu wszyscy zapłaczą nad stratą dukata,
Zamknięci na kłódkę w klatce ciemnoty,
Widzą przez dziurę świat materii złoty.