|
a u t o r n a l e ż y d o W R Z E S I E Ń |
|
*** Jest między nami jakaś więź milcząca co nie pozwala minąć się wzajemnie ale w spotkaniu słowa z ust wytrąca i oczom każe błądzić nadaremnie Jest jakaś siła która każe dłoniom szukać w dotyku mocy upojenia i która sprawia że się nasze gonią oddechy pragnąc ust dwóch połączenia Lecz kiedy boli kiedy się obłokom zanoszę w złotej karecie z milczenia i ponad pustką zawisam wysoko Przebity Gwiazdy promieniami trzema darmo spogląda w dal gasnące oko: i ciebie nie ma i nikogo nie ma |
|
Tren II Pociągi jeżdżą jak oszalałe tam i z powrotem Wiatr wieje silny zboża dojrzałe kładzie pokotem Po ciemnym niebie sny rozsypałem srebrem i złotem Ogień dogasa to nieistotne - w wieczornym chłodzie Ustami swymi ust twoich dotknę milczkiem jak złodziej Wszystko tak marne wszystko samotne jak liść na wodzie Przez lat zwietrzałe szare kaskady unoszę ciebie Krokiem zbolałym uśmiechem bladym łzami rozrzewnień I nic już we mnie nad gwiazd miriady i sny na niebie |
|
Rimbaud Podarował jej ostowy wianek z czarnej ziemi wilgotny kochanek i przytulił ją potem bez słowa i ustami zimnymi całował Podarował jej nocny głos sowy na cmentarzu pod niebem lipcowym i darował pierścionek z kryształem i swe serce w mogile zmurszałe Aż objęła go blada i drżąca jak on zimny taka gorąca księżyc zmilkłe oświetlał mogiły wiatr się w liściach szamotał bez siły |
|
Zima Bielą się kartki pustka przędzie Nad tamtym szarym smutkiem stopni, W obraz z którego drwiła będziesz Zapadłem zwykły i pochopny. Spójrz - na uśpionych zwisły drzewach Podarte słowa którem trwonił I tylko cisza w ciszy śpiewa A wiatr? cóż wiatr - o szyby dzwoni ... |
|
Do snu W kamiennym sadzie łza czerwona muszlę ospale senną broczy z łez nienawiści zanim skonam oczyść mnie matko ziemio oczyść W pękniętym lustrze sennych rojeń gdzie stopę głaz kaleczy twardy zły opuszczony Boży Tronie pozwól mi zasnąć od pogardy W otchłań się nieba dwa gołębie jak kandelabry złote biją a ty mnie czasie opuść głębiej niźli powieki złe odkryją Zaś ta co słuchasz słów tych blada osierocona w złote święta kwiatem mi na gałęzi siadaj i nie mów nic i nie pamiętaj I zbierz mi z czoła włos omdlały na chwilę ogrzej dłoni bezdeń i niech odpłynę jasny cały w dno oczu twoich i w poezję |
|
*** Jeśli cię kocham to cicho tak jak oddech lub szept kokardy twoim bucikom przypinam z najbielszych nieb Niesiony na wiatru dłoniach we włosy wplatam ci kwiat a ty się śmiejesz zdziwiona i mówisz: znowu ten wiatr |
|
Imię Pierwsza jak księżyc kiedy jest w połowie drogi Druga jest źrenicą czarnego kota w ciemnościach Trzecia - jak prawa połowa dziurki od klucza w hebanowych drzwiach zatrzaśniętych milczeniem Czwartą toczę jak kulę śnieżną pod górę, trzeba się spieszyć Piąta jest odkupieniem mojej duszy - ukrzyżowany zawisam na niej Szósta, z wszystkich ostatnia, jak szczyt górski się wznosi nad tym co nie istnieje |
|
*** Jest czasem taka noc bezsenna gdy myśl się rwie ku czyimś ustom choć nie ma ust, nikogo nie ma i tylko cicho jest i pusto Lecz są też chwile bez wytchnienia kiedy się wszystko śni inaczej i cisza w oddech twój się zmienia a wtedy - słyszysz? to noc płacze |
|
*** Śpisz Melodia najwyższej z wież Syci gwiazdy Aż wypełnione lecą w dół Pod stopy jak liście jesienią Śpię Ptak przysiadł na maszcie Okrętu Który zmęczony wielodniową burzą Odnalazł spokój w delcie Gangesu Śpimy Kwiaty zakwitają Na nieistniejących archipelagach A stare wiatraki Uśmiechają się zgrzytliwie Kiedy całujemy się Mocno Aż do krwi |
|
*** Jestem poetą twoim choć wcale o tym nie wiesz kiedy odwracasz oczy uśmiecham się do ciebie i wiersze swe układam niemądre i niemodne a potem w ogień rzucam i płoną wiersze ogniem Lecz później - w głębi nocy bez snu i bez pamięci układam oczy twoje z pajęczynowych sieci i wiersze przypominam i piszę je po niebie i jestem twym poetą choć wcale o tym nie wiesz |
|
*** Kiedy włosy pełne masz ptaków gdy cię wiatr peleryną swą zepnie kiedy boso przez park pełen kwiatów biegniesz lekka jak światła szelesty Gdy wieczorem mgieł tęczę rozpinasz łowiąc wszystkie spóźnione motyle i gdy srebrna przynosisz mi we śnie dłoń po brzegi nalaną Księżyca z wszystkich rozmów, oddechów i spojrzeń z mojej gwiazdy spadłej niedaleko wiersz się rodzi uparty jak orzech złap go, złap a odgadniesz me myśli |
|
*** Jak ponad morzem ptak w przelocie spokojna gwiazda twoich oczu jak rozpalony srebrnym ogniem w uśpionym mieście wierszy spokój jak w deszczu biec i ciebie wołać jak okruch chleba, liść ostatni jak sen bo snu to przecież pora a co się śni niech nikt nie zgadnie Jak obudzone śmiechem trawy jak czas co zamknął się w zegarze i o przedświecie śni pradawnym gdy my jak kartki z kalendarza jak stopy twojej ślad na piasku jak moich myśli nad nim obłok jak drzwi kamienia, tęczy blaski i jak sens słów co śpią głęboko Jak kochać cię i ciebie tracić jak mocno chcieć lecz nie móc wcale jak cienka nić i ślad postaci umykający poza pamięć ... |
|
*** śniłem cię tak niedawno i dziwny to był sen - miałaś suknię jedwabną jak czereśniowy tren i kiedy stałaś we śnie spadł z nieba złoty deszcz na ciebie, na czereśnie na rączki i paluszki i wisiorek od wróżki ten co wiesz |
|
*** Jesteś jak mandoliny dźwięk i kolorowe przeźrocza a Księżyc nigdzie (choćby pękł) nie błyszczy jak w twoich oczach Jesteś jak biały morski brzeg i pszczoła nagle zdziwiona że w lipcu z nieba leci śnieg a to są twoje ramiona |
|
*** Powiem ci teraz kim jest Księżyc kiedy w gałęzie się zaplącze: to zlany słodkim lukrem pączek który z dziecinnych uciekł rączek żeby nauczyć się algebry a kiedy w uniformie z nocy (cokolwiek źle dopasowanym) nad stacją włóczy się pijany - jest konduktorem nocnej zmiany w długim pociągu twych warkoczy czasem też niczym rogal z ciasta zawisa tuż za moim oknem i wtedy męczy mnie okropnie bo cały w blasku jego moknę - on kocią fletnią jest i basta! lecz gdy zmęczony figlem wielce w stawie do drzemki się układa i cała srebrnych gwiazd gromada śliczne mu bajki opowiada - to zimny jest jak twoje serce |
|
*** A w niebie? tam dopiero bedziemy jak dzieci szafirowe romance plącząc w drzew korony w nieskończoność wrzuceni my - skończeni poeci włóczący się z bandą aniołów albo w pojedynkę i luzem: wataha pijących ambrozję i szukających guza A kiedy nocą wiersz po wierszu słowo po słowie będę tkał jak srebro zobaczę cię i spotkam i nareszcie będę miał pewność Nie wołajcie kota On Nie przyjdzie Zaplątany w noc oczami jak lampy Szuka I nawet nie wiem Czy to jest jeszcze kot Kiedy znika w cieniu Mrucząc z cicha A gdy na dachu siedzi W świetle księżyca skąpany Do ostatniej kociej nitki W jego oczach Szparki rozszerzają się tajemniczo I widzę w nich Siebie Tak już jest Zawsze tak było Więc Nie wołajcie kota On Ja |
|
*** Chodzą poeci miastem a noc jest jak talerz z ciastem - taka słodka? - nie, taka pachnąca jeden rozum postradał drugi ma chustkę i katar już od miesiąca Księżyc patrzy i blednie - toż to nieodpowiednie żeby tak hałasować! a oni śmieją się głośno i nowe wiersze im rosną w głowach. |
|
*** Ten wiersz jest srebrnym liściem który na wietrze łopota i jestem dzieckiem i krzyczę zobacz mamo - to już listopad trzeba będzie okna uszczelnić i dokupić świec i herbaty a ty będziesz piec na patelni jak naleśnik - księżyc ostatni potem zima się zrobi za drzwiami zaczarują się struny i baśnie błyśnie gwiazdka gdzieś między wierszami i zaboli i krzyknie i zgaśnie |
|
Noc paryska To tu się rodzą pierwsze wiersze i gwiazdy koniom skrzą u stóp, tu siada anioł - złoty szerszeń na samobójców świeży grób. Tu usta dziewczyn takie tanie jak odkupienia pusty znak czerwienią szminki tłumiąc łkanie wbrew sobie samym mówią: tak To tu w podziemnych metra salach zamglona winem dusza śpi kogoś, kto drogę swą odnalazł ...chce wrócić - cyt! to dawne dni! W wietrze postacie tańczą chyże hen nad Montmartre, a kysz, a kysz! Spójrz - słynna Eiffla nad Paryżem wieża rozpina się jak krzyż! Lśnią beznadziejnie puste oczy domów spętanych w ulic sieć, w światłach neonów wolno kroczy przez miasto stara, smutna śmierć. a kiedy niebo się zachmurzy i zniknie księżyc pośród bram, błyszczy Madonna z Płatków Róży na wieży Notre Dame. Paryż, 31.12.1994 |