Michał Piotrowski



a u t o r n a l e ż y d o
W R Z E S I E Ń







***


Jest między nami jakaś więź milcząca
co nie pozwala minąć się wzajemnie
ale w spotkaniu słowa z ust wytrąca
i oczom każe błądzić nadaremnie

Jest jakaś siła która każe dłoniom
szukać w dotyku mocy upojenia
i która sprawia że się nasze gonią
oddechy pragnąc ust dwóch połączenia

Lecz kiedy boli kiedy się obłokom
zanoszę w złotej karecie z milczenia
i ponad pustką zawisam wysoko

Przebity Gwiazdy promieniami trzema
darmo spogląda w dal gasnące oko:
i ciebie nie ma i nikogo nie ma


< # >

Tren II


Pociągi jeżdżą jak oszalałe tam i z powrotem
Wiatr wieje silny zboża dojrzałe kładzie pokotem
Po ciemnym niebie sny rozsypałem srebrem i złotem

Ogień dogasa to nieistotne - w wieczornym chłodzie
Ustami swymi ust twoich dotknę milczkiem jak
złodziej
Wszystko tak marne wszystko samotne jak liść
na wodzie

Przez lat zwietrzałe szare kaskady unoszę ciebie
Krokiem zbolałym uśmiechem bladym łzami
rozrzewnień
I nic już we mnie nad gwiazd miriady i sny na niebie


< # >

Rimbaud


Podarował jej ostowy wianek
z czarnej ziemi wilgotny kochanek
i przytulił ją potem bez słowa
i ustami zimnymi całował

Podarował jej nocny głos sowy
na cmentarzu pod niebem lipcowym
i darował pierścionek z kryształem
i swe serce w mogile zmurszałe

Aż objęła go blada i drżąca
jak on zimny taka gorąca
księżyc zmilkłe oświetlał mogiły
wiatr się w liściach szamotał bez siły


< # >

Zima


Bielą się kartki pustka przędzie
Nad tamtym szarym smutkiem stopni,
W obraz z którego drwiła będziesz
Zapadłem zwykły i pochopny.

Spójrz - na uśpionych zwisły drzewach
Podarte słowa którem trwonił
I tylko cisza w ciszy śpiewa
A wiatr? cóż wiatr - o szyby dzwoni ...


< # >

Do snu


W kamiennym sadzie łza czerwona
muszlę ospale senną broczy
z łez nienawiści zanim skonam
oczyść mnie matko ziemio oczyść

W pękniętym lustrze sennych rojeń
gdzie stopę głaz kaleczy twardy
zły opuszczony Boży Tronie
pozwól mi zasnąć od pogardy

W otchłań się nieba dwa gołębie
jak kandelabry złote biją
a ty mnie czasie opuść głębiej
niźli powieki złe odkryją

Zaś ta co słuchasz słów tych blada
osierocona w złote święta
kwiatem mi na gałęzi siadaj
i nie mów nic i nie pamiętaj

I zbierz mi z czoła włos omdlały
na chwilę ogrzej dłoni bezdeń
i niech odpłynę jasny cały
w dno oczu twoich i w poezję


< # >

***


Jeśli cię kocham to cicho
tak jak oddech lub szept
kokardy twoim bucikom
przypinam z najbielszych nieb

Niesiony na wiatru dłoniach
we włosy wplatam ci kwiat
a ty się śmiejesz zdziwiona
i mówisz: znowu ten wiatr


< # >

Imię


Pierwsza jak księżyc kiedy jest w połowie drogi
Druga jest źrenicą czarnego kota w ciemnościach
Trzecia - jak prawa połowa dziurki od klucza
w hebanowych drzwiach zatrzaśniętych milczeniem
Czwartą toczę jak kulę śnieżną pod górę, trzeba
się spieszyć
Piąta jest odkupieniem mojej duszy - ukrzyżowany
zawisam na niej
Szósta, z wszystkich ostatnia, jak szczyt górski
się wznosi nad tym co nie istnieje


< # >

***


Jest czasem taka noc bezsenna
gdy myśl się rwie ku czyimś ustom
choć nie ma ust, nikogo nie ma
i tylko cicho jest i pusto

Lecz są też chwile bez wytchnienia
kiedy się wszystko śni inaczej
i cisza w oddech twój się zmienia
a wtedy - słyszysz? to noc płacze


< # >

***


Śpisz

Melodia najwyższej z wież
Syci gwiazdy
Aż wypełnione lecą w dół
Pod stopy jak liście jesienią

Śpię

Ptak przysiadł na maszcie
Okrętu
Który zmęczony wielodniową burzą
Odnalazł spokój w delcie Gangesu

Śpimy

Kwiaty zakwitają
Na nieistniejących archipelagach
A stare wiatraki
Uśmiechają się zgrzytliwie
Kiedy całujemy się
Mocno

Aż do krwi


< # >

***


Jestem poetą twoim
choć wcale o tym nie wiesz
kiedy odwracasz oczy
uśmiecham się do ciebie
i wiersze swe układam
niemądre i niemodne
a potem w ogień rzucam
i płoną wiersze ogniem

Lecz później - w głębi nocy
bez snu i bez pamięci
układam oczy twoje
z pajęczynowych sieci
i wiersze przypominam
i piszę je po niebie
i jestem twym poetą
choć wcale o tym nie wiesz


< # >

***


Kiedy włosy pełne masz ptaków
gdy cię wiatr peleryną swą zepnie
kiedy boso przez park pełen kwiatów
biegniesz lekka jak światła szelesty

Gdy wieczorem mgieł tęczę rozpinasz
łowiąc wszystkie spóźnione motyle
i gdy srebrna przynosisz mi we śnie
dłoń po brzegi nalaną Księżyca

z wszystkich rozmów, oddechów i spojrzeń
z mojej gwiazdy spadłej niedaleko
wiersz się rodzi uparty jak orzech
złap go, złap a odgadniesz me myśli


< # >

***


Jak ponad morzem ptak w przelocie
spokojna gwiazda twoich oczu
jak rozpalony srebrnym ogniem
w uśpionym mieście wierszy spokój
jak w deszczu biec i ciebie wołać
jak okruch chleba, liść ostatni
jak sen bo snu to przecież pora
a co się śni niech nikt nie zgadnie

Jak obudzone śmiechem trawy
jak czas co zamknął się w zegarze
i o przedświecie śni pradawnym
gdy my jak kartki z kalendarza
jak stopy twojej ślad na piasku
jak moich myśli nad nim obłok
jak drzwi kamienia, tęczy blaski
i jak sens słów co śpią głęboko

Jak kochać cię i ciebie tracić
jak mocno chcieć lecz nie móc wcale
jak cienka nić i ślad postaci
umykający poza pamięć ...


< # >

***


śniłem cię tak niedawno
i dziwny to był sen -
miałaś suknię jedwabną
jak czereśniowy tren

i kiedy stałaś we śnie
spadł z nieba złoty deszcz
na ciebie, na czereśnie
na rączki i paluszki
i wisiorek od wróżki
ten co wiesz


< # >

***


Jesteś jak mandoliny dźwięk
i kolorowe przeźrocza
a Księżyc nigdzie (choćby pękł)
nie błyszczy jak w twoich oczach

Jesteś jak biały morski brzeg
i pszczoła nagle zdziwiona
że w lipcu z nieba leci śnieg
a to są twoje ramiona


< # >

***


Powiem ci teraz kim jest Księżyc
kiedy w gałęzie się zaplącze:
to zlany słodkim lukrem pączek
który z dziecinnych uciekł rączek
żeby nauczyć się algebry

a kiedy w uniformie z nocy
(cokolwiek źle dopasowanym)
nad stacją włóczy się pijany -
jest konduktorem nocnej zmiany
w długim pociągu twych warkoczy

czasem też niczym rogal z ciasta
zawisa tuż za moim oknem
i wtedy męczy mnie okropnie
bo cały w blasku jego moknę -
on kocią fletnią jest i basta!

lecz gdy zmęczony figlem wielce
w stawie do drzemki się układa
i cała srebrnych gwiazd gromada
śliczne mu bajki opowiada -
to zimny jest jak twoje serce


< # >

***


A w niebie?
tam dopiero bedziemy jak dzieci
szafirowe romance plącząc w drzew korony
w nieskończoność wrzuceni
my - skończeni poeci
włóczący się z bandą aniołów
albo w pojedynkę i luzem:
wataha pijących ambrozję
i szukających guza

A kiedy nocą wiersz po wierszu
słowo po słowie będę tkał jak srebro
zobaczę cię i spotkam
i nareszcie będę miał pewność

Nie wołajcie kota
On
Nie przyjdzie
Zaplątany w noc oczami jak lampy
Szuka
I nawet nie wiem
Czy to jest jeszcze kot
Kiedy znika w cieniu
Mrucząc z cicha
A gdy na dachu siedzi
W świetle księżyca skąpany
Do ostatniej kociej nitki
W jego oczach
Szparki rozszerzają się tajemniczo
I widzę w nich
Siebie
Tak już jest
Zawsze tak było
Więc
Nie wołajcie kota
On
Ja


< # >

***


Chodzą poeci miastem
a noc jest jak talerz z ciastem
- taka słodka? - nie, taka pachnąca

jeden rozum postradał
drugi ma chustkę i katar
już od miesiąca

Księżyc patrzy i blednie -
toż to nieodpowiednie
żeby tak hałasować!
a oni śmieją się głośno
i nowe wiersze im rosną
w głowach.


< # >

***


Ten wiersz jest srebrnym liściem
który na wietrze łopota
i jestem dzieckiem i krzyczę
zobacz mamo - to już listopad

trzeba będzie okna uszczelnić
i dokupić świec i herbaty
a ty będziesz piec na patelni
jak naleśnik - księżyc ostatni

potem zima się zrobi za drzwiami
zaczarują się struny i baśnie
błyśnie gwiazdka gdzieś między wierszami
i zaboli i krzyknie i zgaśnie


< # >

Noc paryska


To tu się rodzą pierwsze wiersze
i gwiazdy koniom skrzą u stóp,
tu siada anioł - złoty szerszeń
na samobójców świeży grób.
Tu usta dziewczyn takie tanie
jak odkupienia pusty znak
czerwienią szminki tłumiąc łkanie
wbrew sobie samym mówią: tak

To tu w podziemnych metra salach
zamglona winem dusza śpi
kogoś, kto drogę swą odnalazł
...chce wrócić - cyt! to dawne dni!
W wietrze postacie tańczą chyże
hen nad Montmartre, a kysz, a kysz!
Spójrz - słynna Eiffla nad Paryżem
wieża rozpina się jak krzyż!

Lśnią beznadziejnie puste oczy
domów spętanych w ulic sieć,
w światłach neonów wolno kroczy
przez miasto stara, smutna śmierć.
a kiedy niebo się zachmurzy
i zniknie księżyc pośród bram,
błyszczy Madonna z Płatków Róży
na wieży Notre Dame.

Paryż, 31.12.1994