Robert Brunne



a u t o r n a l e ż y d o
W R Z E S I E Ń







***


pies statek
tylko na chwilę tutaj stanął
budę
jak kotwicę rzucił na podwórko

tylko patrzeć a znowu poleci


< # >

***


czasami
jest mi źle
bóg nachyla się nade mną
zawsze
z chichotem
próbuję zajrzeć mu za dekolt


< # >

***


tato
pijany w wannie

mamo
zawsze zimna

jesteście jedni

nie umiem was kochać
przestać


< # >

***


wyrosła jabłoń zakwitła
napęczniał owoc zerwałem
ugryzłem jabłko wyplułem
wychylił robak zawrócił

ziemia nadal obraca się jabłkiem


< # >

***


na plaży
spotkałem dziewczynę
kiedy podałem jej bursztyny
i powiedziałem
że jest piękna
uniosła się

długo jeszcze
z żalem wypatrywałem jej na niebie


< # >

*** (BÓG)


kiedy cię całuję
mój wzrok złodziej
podgląda
jak z trójkąta twarzy
oczy zrastają ci się w cyklopie
na czole

wtedy zaczynam wierzyć w ciebie


< # >

***


życie (ja)

znam jego wartość
zabiłem

życie (on)

znam jego wartość
umarłem


< # >

***


mój wybór
w bursztynie lub lodzie
wraz
z bąblem powietrza zamknięty
muchą

bzzz...bzydkie to wszystko
z perspektywy wtopionego przez bąbel
soczewkę
zagina obraz
zgniata w papierową kulę do kosza
na śmieci

za duże to wszystko
w odbiciach z choinki bąbli
mój wybór
wiecznie uśmiechnięty w komunijnym mundurku
podpala Małgosi warkocze

w bursztynie
z brwią do góry podziwiany przez karpie oko
w lodzie
zgniję wraz z wiosennymi roztopami


< # >

***


mieszkało drzewo z ptakiem w klatce
ptak oddychał
rozpościerał skrzydła i nie miał miejsca
drzewo oddychało i rosło
pień przebijał błonę kory
wypuścił konar poza kraty
ptak rozpościerał skrzydła i nie miał miejsca
konar oddychał
marzył by nauczyć się latać
i wolnym być jak ptak
ptak rozpościerał skrzydła