Tomasz Nakielski



a u t o r n a l e ż y d o
W R Z E S I E Ń







***


Niegdyś marzenia mieszkały na strychu,
W kufrach mosiężnych, w podartych łachmanach.
Starczyło tylko wdrapać się po cichu,
By się przemienić w księcia lub ułana.

Do nietoperzy jak do samolotów,
Niczym z armaty bombardować z procy,
A potem pomknąć z bratem do ogrodu,
By dom zdobywać jak twierdzę złej mocy.

Dziś nie ma domu - już zgorzał w płomieniach
Czasu, co bieży jak biegacz szalony,
Kresu nie znając, ani wytchnienia.

Dziś nie ma marzeń, są tylko złudzenia.
Księciem nie jestem... Jam człowiek strudzony,
Który pociechy szuka we wspomnieniach


< # >

***


Tak daleko jeszcze
do Golgoty
a już lękam się i drżę

noce ciszą naznaczone
modlitw cichych i bez wiary

a nad ranem
kielich szept i krwawe poty

tak daleko jeszcze do Golgoty

Boję się, że Szymon Cyrenejczyk
utknie w miasta podłej lawie
Jan zaginie w tłumie

Weronika chustę zgubi i
umrze moja
moja twarz

że krzyż zmienią mi na krzesło elektryczne
poezję w słowa co tylko
informują
a życie tylko w życie

Boże czy ty zbawiać jeszcze pragniesz
Czy ty zbawiać jeszcze umiesz
Błagam pokaż
że mnie wznieść potrafisz

ponad zdegradowane symbole
i czas...


< # >

***


W cieniu wieczoru
otulony świecą
trwam w zadumie lustrzanej -

to moje święte na wiersz oczekiwanie

poddasze pęcznieje poezją
jak modlitwą oddycha przestrzenią

mocuje się obłęd z pojednaniem
zmaga życie
z umieraniem

i oto
okruch wiersza rozprasza nicość

jakby Bóg
uśmiechnął się nieśmiało...


< # >

***


Lubię patrzeć
na jesienne liście
kiedy to z drzew
ulatują bez żalu

łzy srebrnoszarej nie roniąc
ni jednej
w niemym kornym zachwycie
po rdzawym niebios błękicie
szybują by potem

umrzeć

tak naturalnie i
oczywiście

O gdyby człowiek
śmierci tak bać się nie musiał
i taki zachwyt w duszy
rozpowinąć umiał

i śnić o świtaniu potrafił
wiedząc

że świtu nie będzie
że to sen ostatni

z utrudzonych pierzcha
powiek...


< # >

***


Łatwiej jest przecież
traktat o aniołach napisać
niż sikorce zbłąkanej
przepyszną słoninę

w karmniku zostawić

Prościej
o zbawieniu świata nieustannie prawić
niż stokrotkę wiosenną
żonie podarować

ot tak bez okazji

Prościej hymny wyniosłe
przy średniowiecznych śpiewać organach
niźli się ku ciszy schylić
co wciąż się niecierpliwi

bo niepotrzebna i zapomniana

Nadęci niby-święci
nie możemy pojąć

że Pan Bóg
co wieczór

przed snem odmawia pacierz
na kolanach...


< # >

***


Dziecku

odszukać wiersz nietrudno -

sień otwarta no oścież
kwitnie zapachem poezji

w ogrodzie na strychu w peicu
zawsze czai się
sędziwy poemat

dłonie matki
szybujące w powietrzu

kreślą granicę formy...

Dorosły poeta

odnajduje wiersze
w udręce

zaplątany w brody
filozofów

w gąszczu niedookreślonych
znaczeń
i błądzących metafor

sięgających nieznanego nieba

kwili jak bezbronne
źrebię...

Kiedy poezja
ucieka ode mnie

jak od nudnego
staruszka

odnajduję ją zawsze

we wnętrzu
zgaszonego pieca...


< # >

***


Ażebym był
jak
drzewo stuletnie

które mistycznie nachyla konary
i pocałunek
przenajczulszy składa

listkowi
który

dotknięty jesienią

z ciężarem nocy
i łzą pomgielną

na ziemię upada...

Ażebym miłość
tak umiał pokochać

jak ślepiec swe
dłonie

które zdziwione
barwy mu tkają
i gamą obrazów

namaszczają skronie...

Ażebym słowa
dobyte
z otchłani

Potrafił na powrót
z otchłanią stopić

nim jeszcze zdążą
ciszę poranić natarczywością

pogoni znaczeń...